Lubimy robić rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiliśmy. Lubimy nowe doświadczenia, nowe odkrycia. Dzięki temu korzystamy z życia w pełni i liczymy na to, że nigdy nie będziemy żałować, że coś nas ominęło. Jedną z takich czynności było dla nas zdobycie wysokiego szczytu. Zdecydowaliśmy się na Zugspitze (2 962 m n.p.m.), czyli najwyższy szczyt górski na terenie Niemiec. W roli ścisłości góra ta jest częścią Alp Bawarskich, leży w okręgu Garmisch–Partenkirchen, a sam jej szczyt jest częścią granicy niemiecko-austriackiej.

    Przedtem Oli największym górskim osiągnięciem była Śnieżka (1 603 m n.p.m.), a Piotrek zdobywał póki co znacznie niższe wzniesienia. Plan zdobycia Zugspitze był zatem dość ambitny… Tym bardziej, że kompletnie pominęliśmy etap przygotowań i po prostu wkroczyliśmy na szlak 😛

    Szybko przypomnimy tylko, że poprzedni post (klik) poświęcony był refleksyjnemu tematowi, jakim jest historia pierwszego Obozu Koncentracyjnego na terenie III Rzeszy – KZ Dachau.

 Szlak. Zugspitze.

Garmisch–Partenkirchen oraz Große Olympiaschanze, Czyli Początek Wędrówki.

    Dotarliśmy do górskiego uzdrowiska Garmisch–Partenkirchen (miasteczko powstało na skutek fuzji dwóch mniejszych, co wyjaśnia dwuczłonową nazwę) i rozpoczęły się ślamazarne wręcz poszukiwania drogi prowadzącej w góry. Dlaczego ślamazarne? Otóż żyjemy w niezwykle leniwych czasach, kiedy to ludzie wolą za coś zapłacić zamiast osiągnąć coś znacznie większego własnymi siłami. W tej uroczej małej miejscowości nie było inaczej. Wszyscy byli niezwykle zdziwieni, że nie chcemy pojechać kolejką na szczyt (przecież tak jest wygodniej, tak jest szybciej, przecież szkoda czasu, nie jest drogo). Usłyszeliśmy nawet, że nie ma możliwości trekkingu! I to od miejscowych! Wszyscy już byli bliscy rezygnacji, ale uparliśmy się, że znajdziemy drogę. Na szczęście 😛

    Może i Niemcy okazali się leniwym narodem w tym przypadku, ale nie można im było odmówić uczynności i przyjaznego usposobienia. Z pomocą przyszli nam starsi państwo z małego sklepiku. Pokazali nam mapy i wytłumaczyli dokładnie w jaki sposób dotrzeć do celu. Teraz należało wpakować się w auto, znaleźć konkretne miejsce i można zaczynać przygodę!

    Szlak, który wybraliśmy ma swój początek nieopodal Große Olympiaschanze – skoczni narciarskiej, na której co roku odbywają się zawody z cyklu prestiżowego Turnieju Czterech Skoczni. Jednym z rekordzistów skoczni jest polak, Adam Małysz.

a) Garmisch–Partenkirchen b) Skocznia Große Olympiaschanze w Garmisch–Partenkirchen.

Zugspitze W Telegraficznym Skrócie.

    Po pokonaniu wszystkich trudności nareszcie wkraczamy na szlak! Jesteśmy podekscytowani! Sprawdzimy swoje możliwości w warunkach, w których jeszcze nigdy nie byliśmy. Niby jest to tylko góra… A jednak było to wtedy dla nas nie lada wyzwanie! Byliśmy w podróży już ok. 9 dni (łącznie z pobytem w Kostrzynie nad Odrą na Przystanku Woodstock). Byliśmy już zatem trochę zmęczeni, no i jak przyznaliśmy wcześniej, nie przygotowywaliśmy się do takiego wysiłku.

    Trasa zajęła nam dwa dni. Plan ogólnie był taki, że pierwszego dnia, kiedy droga jest w większości płaska i niemęcząca, będziemy maszerować wspólnie ze znajomymi. Zatrzymamy się na noc w schronisku, a następnego dnia będziemy kontynuować wędrówkę już tylko we dwoje (teraz ostro pod górę), a reszta kompanii zejdzie na dół i później odbiorą nas samochodem spod miejsca, gdzie kończy się trasa kolejki. Taaaak… Niestety musieliśmy wracać kolejką ze względu na ograniczony czas wyprawy. No cóż, ważne, że drogę pod górę pokonaliśmy samodzielnie 😛

Zdjęcie po lewej pokazuje przebieg całej naszej trasy z Garmisch–Partenkirchen na szczyt góry Zugspitze. Na zdjęciu po prawej stronie Piotrek dodatkowo pokazuje schronisko, w którym zatrzymaliśmy się na noc.

    Część traktująca o drodze na szczyt będzie miała raczej charakter fotorelacji.

ZugspitzeDroga na szczyt, dzień I.

Z każdym kolejnym krokiem, szlak robi się coraz bardziej interesujący… A droga nigdy się nie kończy…

a) Piotrek w górach zawsze odkrywa niespodziewane zasoby energii b) W tym miejscu po raz pierwszy na tej wyprawie, skończyła nam się woda. Na szczęście obok płynie prawdziwy alpejski strumyk.

Zdecydowanie widoki są coraz lepsze, a jakby ktoś nie wierzył, to możemy poświadczyć, że woda rzeczywiście może być czysta 😛

Wąwóz Partnach. Atrakcje Na Trasie.

    Na naszej trasie jest jeden płatny obiekt – Wąwóz Partnach (niem. Partnachklamm). Wąwóz ten, uznany za pomnik przyrody, ciągnie się na długości ok. 700 m i osiąga głębokość 80 m. Przejście trwa ok. 30 minut. Droga jest dość wąska i śliska ze względu na wszechobecną wodę. Na szczęście dla wszystkich strachliwych turystów, ścieżka oddzielona jest od płynącej wody, barierką. Tak łatwo nie ochronicie się jednak przed spadającą wodą z góry. Chwilami leje się niemalże wiadrami 😛 Jeżeli chcecie wrócić tą samą drogą, trzeba zachować bilet w celu uniknięcia podwójnej opłaty za wstęp.

    W chwili kiedy wkraczamy do wąwozu, czujemy jakbyśmy nagle znaleźli się w totalnie innej rzeczywistości. Szum spadającej z górnej części wąwozu wody oraz szalejący w dole górski potok, dodatkowo odbijający się od ścian wąwozu, tworzy niesamowity huk przywodzący na myśl wznoszący się w powietrze samolot. Hałas zdecydowanie utrudnia komunikację. I dobrze. Słowa są zbędne. Należy nacieszyć się bogactwem kolorów tworzonych przez kombinację wody i refleksów padającego tu światła. Wąwóz Partnach jest po prostu niezwykły…

Adres: Wąwóz Partnach znajduje się na szlaku prowadzącym na szczyt góry Zugspitze.

Godziny otwarcia: Mniej więcej między godziną 9.00 a 18.00. Również zimą.

Koszt:

  • Bilet normalny 3,50 euro.
  • Bilet ulgowy 2,00 euro.

Wąwóz Partnach, Droga na Zugspitze.

Zugspitze i Schronisko Po Drodze (1370 m n.p.m.).

    Docieramy do schroniska (1370 m n.p.m.). Sam budynek nie wadzi, ani nie zachwyca. Za to jego położenie jest przecudowne! W sumie nie wiemy czy nasz zachwyt wynikał z faktu, iż nigdy nie spaliśmy w miejscu takim jak to… czy rzeczywiście było uroczo. Pewnie trochę tak i tak.

    Wchodzimy do środka i próbujemy zamówić pokój. Nie ma. Miejsce w pokoju. Nie ma. Podłoga?? Nie ma. Korytarz?? Nie ma. No kurde! Podjęliśmy poważne i ostre negocjacje, no przecież nie zostawią nas w górach na noc bez schronienia. To by było nieludzkie… Zarówno na dół do miasta jak i w górę do najbliższego schroniska było za daleko byśmy zdążyli przed zmrokiem… Kiedy sytuacja już zdawała się osiągnąć punkt krytyczny, ktoś z obsługi PRZYPOMNIAŁ SOBIE, że mają jeszcze jakby szopę obok schroniska i że tam mogą nas umieścić. 10 euro za osobę. IDEALNIE! BIERZEMY! Ufff, odetchnęliśmy z ulgą.

Mamy Nocleg!!!

    Kiedy weszliśmy do „szopy” okazało się, że nie jest tak źle jak przypuszczaliśmy. Wszystko wyłożone drewnem. Wraz z kilkoma Niemcami spaliśmy na piętrowych łóżkach. Nie mogliśmy jednak oprzeć się wrażeniu, że są to kiepskie kopie łóżek z KZ Dachau…

    Ok. 6.00 obudziła nas obsługa schroniska. Ale jak! Kilku panów ubranych w regionalne stroje, pogrywający piękne melodie na kilku instrumentach (skrzypce, akordeon, gitara). Wokół rześkie górskie powietrze, za oknem piękny strumyk. Cudownie! A ja byłam w stanie tylko wymamrotać, żeby ktoś wreszcie wyłączył ten budzik… Na szczęście panowie mnie nie zrozumieli, wyszłabym na totalną ignorantkę 😛 (Ola).

Nocleg.

Wędrówki na Zugspitze ciąg dalszy! –  Z Serii Nasze Rekordy: Zugspitze (2 962 m n.p.m.). Dzień II

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *