Tydzień temu opowiedzieliśmy Wam o powolnym pierwszym dniu w drodze na szczyt Zugspitze (klik). Dzisiaj wędrówka zmieni się radykalnie z leniwego marszu poprzez wyczerpujące zdobywanie stromych podejść po niemalże wspinaczkę na końcu trasy. Dostaliśmy nieźle w kość, ale zdecydowanie było warto! 😛

Zugspitze, Mały przystanek po drodze.

Opuszczamy Schronisko…

    O naszej uroczej iście góralskiej pobudce pisaliśmy już poprzednio. Jest zatem 6.00, na zewnątrz zaczyna się przejaśniać, powietrze jest czyste i rześkie, prawdziwie górskie. Jesteśmy gotowi do drogi w górę, a nasi towarzysze szykują się do drogi w dół. Nasze pierwsze podejście jeszcze jest łagodne…

       Wyruszyliśmy razem ze wschodem słońca.

    Sytuacja zmienia się bardzo szybko. Ostro w górę, skały i jeszcze raz w górę… Ola totalnie pada ze zmęczenia, natomiast Piotrek zwinnie i szybko pokonuje kolejne metry w górę, skacze z kamienia na kamień. Do tego wydaje się w ogóle nie czuć zmęczenia. Odwraca się. Na jego twarzy gości najszczerszy i największy uśmiech jaki tylko możecie sobie wyobrazić. To jest satysfakcja. Tak wygląda człowiek, który pokonuje kolejne przeszkody i dąży do zamierzonego celu. I to własnymi siłami 😛 Ola mało nie połamała sobie nóg próbując za nim nadążyć…

Na szlaku.

    Zmęczeni… Dalej jednak przemy do przodu. Wow! Schronisko! 😛 Mamy przerwę! No cóż, nasza kondycja w 2012 roku pozostawiała wiele do życzenia 😛

Tak znaleźliśmy się na wysokości 2052 m n.p.m.

Schronisko nr 2. Tym Razem Na Wysokości 2052 m n.p.m.

    Weszliśmy do schroniska. Jest to najprawdziwsza bezpieczna przystań, czuć miłą atmosferę. Decydujemy się na kawę (w górach raczej stosujemy napoje energetyczne, izotoniki i czekolady, ale tutaj wybór był dość ograniczony) i zupę. Całkiem dobry, porządny zestaw.

    Chwilę po nas wchodzi straszy mężczyzna. Znamy go. Można rzec, że zdobywamy górę razem. Raz my go wyprzedzamy, raz on nas (aż wstyd się przyznać, ale my robiliśmy odpoczynki a on nie). No więc wchodzi… i zamawia P I W O. No kurde! Nieźle nas zawstydził 😛

    Wróciliśmy na trasę. Tym razem kiedy mijaliśmy naszego towarzysza, nawiązaliśmy rozmowę. Facet był fotografem z Monachium. Zdobywał Zugspitze po raz drugi w życiu, po 60 latach… To się nazywa motywacja! Ten przemiły pan miał wtedy chyba ok 80 lat i właśnie zdecydował się powtórzyć wyczyn z lat młodości. A co Wy wczoraj zrobiliście?

Przystanek na kawę i wzmacniającą zupę oraz „Kumpel” z Monachium.

Zugspitze i Dalsza Wędrówka…

    W międzyczasie krajobraz znacząco się zmienia. Teraz jesteśmy już kompletnie na innej planecie. Sierpień, góry, śnieg, coraz mniej roślinności. Powietrze też się zmienia. Czujemy jak robi się rzadkie, a jednak Piotrkowi oddycha się lepiej. W ogóle nie traci energii, nieodłączna o tej porze roku alergia przestaje mu doskwierać. Chyba powyżej 2000 m n.p.m. zaczyna się jego miejsce na Ziemi. Zmienia się również temperatura. Jest odczuwalnie zimniej. Wypada szybciej przebierać nóżkami.

Krajobraz Zugspitze powyżej 2000 m n.p.m.

Zugspitze i Ostra Droga Pod Górę…

    Przed nami ostatni odcinek podróży. Ostro w górę. Należy korzystać z metalowej poręczy i lekko się podciągać. Czujemy się podekscytowani… Przecież już tak blisko do celu 😛

 Tak wyglądał ostatni etap na naszym szlaku. Skały i metalowa poręcz.

    Gdzieś po drodze znaleźliśmy trochę miejsca. Wystarczająco, by usiąść i raczej nie spaść, a również aby inni podróżujący mogli nas ominąć. Włączyliśmy muzykę z telefonu i gapiliśmy się przed siebie. Było cudownie! Tyle przestrzeni, ogromne i leniwe chmury otulające najwyższe tu szczyty. Brakowało tylko zieleni i odgłosu płynącego gdzieś w oddali górskiego strumyka. Zamiast strumyka mieliśmy muzykę. Zieleni nie udało się zastąpić (jeżeli dobrze pamiętamy, to strona austriacka oferowała więcej kontaktu z naturą). Zatem siedzieliśmy tak i relaksowaliśmy się przez chwilę. Minęła nas grupa żołnierzy niemieckich. Skomentowali nas: „Dobre miejsce do słuchania muzyki”. Uśmiechnęli się. Miło czasem poprawić komuś humor, nawet czymś tak prozaicznym.

Widok z naszego miejsca „na przerwę” i wspomniani panowie żołnierze.

Cholera Jak Wysoko!!! Zugspitze…

   Tak jak Piotrek z każdym krokiem czuł się coraz lepiej, tak Olę coraz bardziej paraliżował lęk wysokości. Ale przecież strach może być czynnikiem motywującym i popychającym nas do przodu. Sam w sobie nie wyznacza nam granic, to my je nakładamy. A nic tak nie satysfakcjonuje jak pokonywanie swoich lęków i słabości. Zatem Ola parła do przodu. Kiedy nagle okazało się, że po obu stronach jest baaardzo stromo w dół, wszędzie widać tylko chmury, jako szlak służyło bardzo wąskie przejście bez możliwości trzymania się czegoś w celu stabilizacji a na dodatek wiał tak mocny wiatr, że człowiek był absolutnie pewien, że spadnie w przepaść, Ola przebiegła. Żeby szybciej mieć to za sobą xD Mądre to może nie było, ale na szczęście się udało.

No i Skończyła Się Woda…

    Po raz drugi skończyła nam się woda. Tutaj nie było już żadnego strumyczka, który przyszedłby nam z pomocą. Wokoło tylko kamienie… No dobra. Po kilku próbach odrzucania tego pomysłu i chęci zapomnienia o uzdrawiającej mocy kilu łyków chłodnej, zimnej, rozpływającej się w ustach, mokrej woooody zdecydowaliśmy się na drastyczny krok. Chcemy włożyć kamyczek do ust w celu pobudzenia produkcji większej ilości śliny… Albo to cholera nie działa, albo byliśmy jeszcze za mało zdesperowani 😛

Widok w przepaść.

Zugspitze!!! ZWYCIĘSTWO!!!

    Baaaardzo zmęczeni, dotarliśmy na szczyt. Czas na piwo zwycięstwa (dodatkowo przypominamy, że byliśmy odwodnieni…)! Kupiliśmy tu nasze (do tej pory) najdroższe piwo: 4,5 euro. Ale jak smakowało! Absolutnie i zdecydowanie: było warto! 😛

Piwo Zwycięstwa.

    Teraz kiedy już przyjęliśmy jakieś płyny, możemy zacząć trzeźwo myśleć i rozglądać się wokoło. Niestety nie trafiliśmy na dobrą pogodę. Chmury, które do tej pory tak zachwalaliśmy i które dodawały uroku widokom po drodze, teraz całkowicie zasłoniły panoramę… Za wiele nie było widać.

Brudasy w Górach…

    Oboje byliśmy mega brudni, śmierdzący, zmęczeni, odwodnieni. Po prostu jakby nas walec rozjechał a mimo to próbowaliśmy trwać dalej. Do tego byliśmy na tyle nieprzygotowani do wyprawy, że nie mieliśmy żadnych specjalnych trekkingowych ubrań (Ola miała tylko górskie buty). Natomiast wszyscy wokół… Szybkoschnące ubrania, buty trekkingowe, kijki do nordic walking, dosłownie cały sprzęt… Jest tylko jedno ALE. Wszyscy byli czyści, pachnący, panie wymalowane… Coś tu nie gra… Ci wszyscy górscy zdobywcy przyjechali na szczyt kolejką a na nas i kilku innych pokonujących górę o własnych siłach patrzyli jak na grupę idiotów… Eeech ludzie 😛

  Warto też zaznaczyć, że spłaszczony szczyt Zugspitze z obserwatorium meteorologicznym, kawiarniami, punktami widokowymi, nie jest właściwym szczytem. Najwyższy wierzchołek poznacie po postawionym na nim kilkumetrowym pozłacanym krzyżu.

    Byliśmy z siebie dumni! Udało się! Bez żadnych przygotowań, niemalże jako leniwce wyciągnięte prosto sprzed telewizora, nagle zdobyliśmy szczyt górski wynoszący niemalże 3000 m n.p.m.! Teraz chcemy robić więcej i więcej! Co będzie dalej…?

a) Właściwy szczyt góry Zugspitze b) Góra Zugspitze jest częścią granicy Niemcy-Austria.

Zugspitze i Zjazd Kolejką.

    Jak wcześniej mówiliśmy, na dół musieliśmy dostać się znienawidzoną przez nas kolejką dla leniwych. Znajomi nie będą przecież czekać na nas kolejny dzień. Trzeba było szybko dostać się na dół. Widoki po drodze były całkiem przyjemne, nie ma co narzekać, ale w samej kolejce ścisk jak w hinduskim pociągu a dodatkowo szybka zmiana ciśnienia nie umila tego doświadczenia. Bodajże 28 euro za osobę, 15 min jazdy i jesteśmy już na dole. Wchodziliśmy 2 dni xD

Zjazd kolejką.

Wszystko Jest Możliwe!!!

    Jeżeli macie jakieś cele, marzenia, róbcie to! Nie słuchajcie ludzi, którzy powiedzą, że Wam się nie uda, że nie macie wystarczająco sił, kondycji czy chociażby pieniędzy. Ze wszystkim można sobie poradzić, na wszystko jest metoda. Nie ma jednak ratunku na bezczynność.

2 thoughts on “Z Serii Nasze Rekordy: Zugspitze (2 962 m n.p.m.) Dzień II

  1. Kinga pisze:

    Świetna przygoda! Życzę jeszcze wielu innych zdobytych szczytów. Pozdrawiam!

    1. Piotr pisze:

      Dzięki i do zobaczenia gdzieś na szlaku! 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *