Nie szukajmy piękna na siłę tam, gdzie go nie ma… Powiedzmy sobie szczerze – czasy świetności wyspy już dawno przeminęły. Bo jaki raj wytrzyma nieustanny natłok głodnych wrażeń turystów z całego świata, bez odciśniętego później na nim piętna? Nie inaczej sprawa wygląda na Bali. Nie jest to tylko nasze zdanie, sami Indonezyjczycy (oczywiście nie Balijczycy) twierdzą, iż rzeczywiście był tu raj na ziemi, ciche i dziewicze miejsce z pięknymi plażami i wszystkim, co w tej konwencji uznacie za słuszne… ale jakieś 10 lat temu! Jak widać pewne informacje docierają do Europy z nielichym opóźnieniem…

Świątynia Besakih, zachód słońca na plaży Medewi.

Indonezja. Bali. Nasze Wyobrażenia a Rzeczywistość.

    Bali kojarzyło się nam z prawdziwie rajską wyspą, dokąd każdy chciałby uciec od trudów codzienności. Jak zawsze, rzeczywistość inna jest od barwnego świata wyobraźni. Nie zrozumcie nas źle… Oczywiście, przygotowaliśmy się do wyprawy, czytaliśmy mało pochlebne komentarze, zmienialiśmy plany kilka razy, szukaliśmy gdzie się dało, ale raju odnaleźć nie mogliśmy.

Plaża White Sand (klik).

Nie Szukajcie Raju. Na Bali Uwagę Przykuwa Coś Innego…

    Prawdopodobnie winę za nasze lekkie rozczarowanie ponosi właśnie nasze nastawienie. Pamiętajcie zatem, kiedy lecicie na Bali nie szukajcie utraconego raju na ziemi, szukajcie raczej życzliwych ludzi, interesującej kultury i klasycznego bałaganu biednej azjatyckiej prowincji. Nasza zabawa zaczęła się w momencie, gdy uświadomiliśmy sobie to wszystko.

Życzliwi mieszkańcy Bali, część kultury panującej na wyspie.

    Uważamy ponadto, iż wyspa jest za droga w stosunku do tego, co ma do zaoferowania. Jest dużo innych ciekawych miejsc o wiele tańszych (ceny są wysokie w porównaniu do wielu innych azjatyckich państw). Nie ma się jednak co dziwić… Bali, rozreklamowana jako rajska odskocznia od życia, jawi się nam jako miejsce drogie i luksusowe… I taką ma właśnie przygotowaną infrastrukturę. Jeżeli jedziecie pozwiedzać piękne (i zarazem cholernie drogie) hotele z prywatną plażą i turkusową wodą, to może być miejsce dla Was. Zaplecze takich ośrodków jest tutaj niemalże nieograniczone. Jeżeli jednak podróżujecie typowo budżetowo, wręcz backpackersko, Bali niekoniecznie okaże się strzałem w dziesiątkę.

Podróż Poślubna: Czas Start!

    Przejdźmy jednak do rzeczy… Indonezja (oraz Holandia i Tajwan – jednodniówki) to nasz wybór na PODRÓŻ POŚLUBNĄ. Na wyspie Bali spędziliśmy tydzień (7-15.11.2016) i właśnie od Bali zaczniemy naszą opowieść.

Indonezja (wyspy: Bali, Gili Trawangan, Gili Meno oraz Gili Air) To Cel Naszej Podróży Poślubnej.

Bali a Taksówkarze… Delikatny Temat…

    Wysiadamy z samolotu, odbieramy bagaże i kierujemy się w stronę wyjścia z lotniska. Pierwsze co w nas uderzyło, to niewyobrażalna duchota i gorąco… a potem taksówkarze. Wiadomo, praca jak praca, klienta znaleźć trzeba to i kasa będzie… ale czasami to, co oni robią pozbawione jest jakiegokolwiek honoru, wstydu czy wręcz nawet sensu. Przykłady:

  • Szukamy transportu z lotnika, oczywiście cały czas otoczeni przez co najmniej 3 taksówkarzy przekrzykujących się wzajemnie: „Taxi, taxi, cheap, cheap”. Zobaczyliśmy tabliczkę „Transport Publiczny”, wywiązała się rozmowa:

MY: Dziękujemy, ale weźmiemy autobus.

TAKSÓWKARZ: Nie, nie. Na Bali nie ma autobusów.

MY: Przecież widzimy tabliczkę…

TAKSÓWKARZ: Nie… To chodzi o taxi, a ja mam taxi…

  • Po zaparkowaniu auta w Ubud w tragicznym ścisku, że nawet zapałka już nie wejdzie, otrzymaliśmy ofertę nie do odrzucenia: taksówkarz obserwujący nasze zmagania z NASZYM AUTEM, zaproponował nam… taksówkę.
  • Inna sytuacja, kiedy panowie nachalnie proponowali swoje usługi strasząc nas, że nie zdążymy na statek na Gili Trawangan. Napastowali nas wręcz i tworzyli bardzo nerwową atmosferę. My uparcie czekaliśmy na naszego (spóźnionego już godzinę) busa, który łaskawie przyjechał… Po czym kierowca zatrzymał się jeszcze na trasie i kupił sobie… LUNCH!!! xD Na statek jeszcze czekaliśmy.
  • Powrót z Padangbai na lotnisko. Siedzimy w BUSIE i czekamy na odjazd, taksówkarz zagląda do środka i mówi, że zabierze nas szybciej, bo ten bus będzie jechał wolno i będzie zatrzymywał się wiele razy, co nas oczywiście dodatkowo spowolni. Kilku turystów oczywiście się wystraszyło, że nie zdążą na samolot i gotowi byli już wysiadać. Taaak… Bus miał tylko jeden przystanek: lotnisko.

I tyle w temacie szczerości i dobrych intencji Balijskich taksówkarzy. Nie ufajcie, nie wierzcie w to, co mówią.

Bali a Wypożyczenie Auta Na Lotnisku.

    Hmm… Wracając do tematu, jesteśmy na lotnisku. Zdecydowaliśmy już, że wypożyczymy auto od razu tutaj, rozpoczęliśmy więc poszukiwania odpowiedniej firmy. Teraz wszyscy, ale to dosłownie WSZYSCY z obsługi lotniska mówili, że mają KOLEGĘ z samochodem i mogą zadzwonić i na pewno coś załatwią (po pierwsze ceny jakie oferują to ponad 30 dolarów za dzień, a po drugie wypożyczanie auta na lewo to chyba nie najlepszy pomysł). Już lekko poirytowani panującym tu bałaganem i wulgarną nachalnością (bo przecież biały turysta jest bogaty i głupi – trzeba to wykorzystać), zapytaliśmy w informacji, gdzie są wypożyczalnie samochodów. Okazało się, że trzeba przejść ze strefy przylotów międzynarodowych na krajowe (bo przecież tylko tubylcy mogą sobie sami poradzić. Turysta potrzebuje Taxi…) Spacer trwał może 2 minuty i naszym oczom ukazały się stoiska 3 wypożyczalni! EUREKA!!!

    Oczywiście obeszliśmy wszystkie, porównaliśmy ceny. Po czym wróciliśmy do najtańszej, a tam… mówią nam, że nie mają auta, którym byliśmy zainteresowani…

MY: No dobra, to co macie?

ONI: Nic.

MY: Coo?

ONI: Wszystkie samochody są już wypożyczone (dodajmy, że ŻADEN potencjalny klient się tam nie kręcił).

MY: To co Wy tu w ogóle robicie?! Nie wierzymy, że nie macie aut. Czemu nie chcecie nas obsłużyć?

Reakcji zwrotnej nie było.

    Wzięliśmy samochód od innej wypożyczalni. Podejrzewamy, że sytuacja była ustawiona w celu podbicia ceny czy innego durnego powodu. A niech mają! Szkoda nam już więcej czasu, trasa czeka! Zapłaciliśmy 2 480 000 IDR za 9 dni (plus paliwo). Samochód był baaardzo zużyty (mimo, że 2013 rocznik). Po tygodniu na drodze, wiedzieliśmy dokładnie dlaczego xD

Lotnisko Nagurah Rai Denpasar, Bali, Indonezja.

Mamy Samochód! Indonezja (a Przynajmniej Wyspa Bali) Stoi Przed Nami Otworem!!!

    W każdym razie: UDAŁO SIĘ! Jedziemy! Ruch lewostronny: OK, miliardy skuterów wyprzedzających na chama z prawej, z lewej czy wręcz jadący pod prąd… kwestia przyzwyczajenia xD Piotrek jako kierowca spisał się jak zawsze idealnie 😛

Ruch Na Bali.

    Dzień jest krótki, słońce zachodzi po godzinie 18. Co więc zrobić? Zaczynamy od romantycznej kolacji na plaży Jimbaran. Jedzenie do najtańszych raczej nie należy, chociaż znajdzie się tu cosik prawie na każdą kieszeń. My świeżo po londyńskich cenach, nie przejmujemy się niczym i łapiemy kombinację owoców morza! Zaczynamy wakacje! 😛

Romantyczna kolacja na plaży w Jimbaran.

Ciąg dalszy – dzień drugi na wyspie Bali (klik).

3 thoughts on “BALI – raj utracony czy wielkie rozczarowanie? Indonezja, dzień pierwszy.

  1. Zbora pisze:

    Jestem zachwycona 😀 czekam na dalsze części historii 🙂
    Pozdrowienia

    1. Piotr pisze:

      Kolejna część już gotowa zapraszamy do lektury! Również pozdrawiamy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *