Wracamy do naszej balijskiej opowieści! Poprzednio (klik) skupiliśmy się na mieszkańcach wyspy, ich kulturze czy po prostu naszym czysto subiektywnym wrażeniom. Dzisiaj wchodzimy w temat głębiej i przedstawiamy Wam nasz drugi dzień w Indonezji!

Wschód słońca w Sanur, Monkey Forest.

Bali i Techniczne Problemy.

    Może wiecie, może nie… W każdym razie przypomnimy, iż gustujemy w tzw. spaniu na dziko bądź innej formie darmowej wizyty w krainie Morfeusza. Raczej nie lubimy dodatkowo płacić za tak podstawowe rzeczy jak nocleg czy toaleta. Nie inaczej zamierzaliśmy spędzić naszą prawie trzy tygodniową podróż poślubną. Wypożyczyliśmy auto, sądziliśmy więc, że taki hotel nam wystarczy. Do tego kupiliśmy moskitierę, więc okna mogły być otwarte. Wszystko fajnie i pięknie, ale tropikalne gorąco było nie do zniesienia… Pierwsza noc w aucie była dla nas ciężkim przeżyciem… Kolejną spędzilibyśmy już pod gołym niebem okryci naszą moskitierą, gdyby nie pojawiły się pewne komplikacje…

  • Po drodze zepsuła się nam CAŁKOWICIE I TOTALNIE nowa ładowarka do akumulatorów, do naszego absolutnie cudownego nowego aparatu;
  • Zapalniczka w aucie nie działała… (co oznacza kompletny BRAK ładowania sprzętu, więc totalny BRAK filmów i zdjęć).

    Problem braku ładowania elektroniki urósł do rangi takiego dramatu, iż zaczęliśmy sypiać w hostelach… Taaak… Wstyd… Jednak materiały i pamiątki z podróży są ważniejsze 😛

Sanur – Idealne Miejsce Na Powitanie Wschodu Słońca.

    Jak stwierdziliśmy wcześniej pierwsza noc do łatwych nie należała. Nie dziwne jest zatem to, iż grubo przed wschodem słońca byliśmy już na nogach, zmęczeni, acz gotowi do drogi. Taką okazję trzeba było wykorzystać: grzejemy do Sanur powitać wschód słońca na plaży!

Sanur – miejscowość na wschodzie wyspy dostarcza piękne poranne widoki.

Ubud – Artyści, Atrakcje i Centrum Kiczu Na Wyspie.

    Z lekka pokrzepieni pięknym widokiem, ruszyliśmy dalej w drogę: teraz kierunek Ubud, miejsce o którym czytaliśmy: „Cud na ziemi”, „Każdy zostaje tu dłużej”, „W Ubud można się zakochać”… Hmmm… Nie. My poczuliśmy głównie tandetę i ścisk. Większość atrakcji kompletnie oklepanych czy wręcz beznadziejnych, człowiek na człowieku, motocykl na motocyklu, nie wspominając o samochodach, no i oczywiście najpotrzebniejszych w tak zatłoczonym miejscu… taksówkach. Byliśmy w Ubud 3 dni (byliśmy to dość duże słowo, gdyż głównie po prostu wracaliśmy tu na noc). W tak krótkim czasie byliśmy świadkami wypadku z udziałem skutera i samochodu na baaardzo zatłoczonej ulicy. Poważnie, kierowcy uważajcie.

Noclegi W Ubud I Nasze Negocjacje.

    Skupmy się jednak na naszym pierwszym dniu w tym miejscu. Odpalamy booking.com (aaa właśnie dzień wcześniej wzięliśmy najtańszą opcję na kartę w firmie simPATI – Telkomsel, aby mieć ciągły dostęp do Internetu) i sprawdziliśmy ceny noclegów. Okazuje się, że za 100.000 IDR można mieć miejsce w hostelu (1 osoba/noc)! Co prawda kilka osób w pokoju, ale cena jest bardzo przekonująca…

   Dość pozytywnie nastawieni, niemalże wręcz zdecydowani na wspomniany hostel…, ale jednak poszliśmy jeszcze spróbować szczęścia w terenie. Byliśmy w 3 miejscach (wszystkie obok siebie, więc w sumie poszukiwania trwały jakieś 15 minut razem z negocjacjami). Ostatecznie zdecydowaliśmy się na dwuosobowy pokój z łazienką i śniadaniem za 120.000 IDR (2 osoby/noc)! Zdecydowanie lepsza opcja niż propozycja, którą znaleźliśmy w Internecie. Jest to właśnie plus dobrych umiejętności negocjacyjnych (tutaj: facetowi wymsknęło się, że nie ma obecnie klientów) jak również dobrego wyczucia momentu (tutaj: martwy sezon turystyczny). Efekt: musieliśmy obniżyć cenę, tak jak tylko się dało.

Hostel w Ubud.

Ubud Market, Czyli Świadome Zakupy U Lokalsów.

    Zostawiliśmy rzeczy w hostelu, szybki prysznic, ładownie elektroniki i można ruszać na pobliski market. Chcieliśmy kupić sarong (rodzaj spódnicy, noszonej przez kobiety i mężczyzn). Jest to obowiązkowy punkt garderoby, jeżeli chcecie zwiedzać balijskie świątynie (mamy na myśli te płatne, na Bali są tyyyysiące świątyń, do których możecie sobie tak po prostu wejść, podejrzewamy, że jak ktoś Was zobaczy, to Was po prostu wygoni, nas nikt nie widział).

    Niestety jest ok. 9 rano, więc… witają nas tzw. poranne ceny (w wolnym tłumaczeniu: najdroższe). Dlaczego? Kupcy nie mają stałych cen. Te klarują się dopiero w momencie spotkania klienta. Jeżeli taki kupiec zobaczy, że można kogoś nieźle wydoić, zrobi to bez litości. My świeżo wykąpani i pachnący, do tego sam początek dnia, więc oni pracują jeszcze bez żadnego ciśnienia i na spokojnie. Wiemy, że ostro przepłacimy, ale chcemy za chwilę udać się do świątyni mając już swoje sarongi (aby uniknąć nachalnych handlarzy na miejscu, którzy i tak podbiliby ceny). Oczywiście sarong można wypożyczać w niektórych świątyniach, ale jak już masz swoje to masz. Rzeczywiście zapłaciliśmy dużo, bo 50.000 IDR (ale i tak wywalczyliśmy więcej niż 50% upustu).

    Kolejny sarong kupiliśmy na White Sand Beach za 20.000 IDR, a przy Wodospadzie Git Git chcieli od nas już tylko 10.000 IDR (po tygodniowej już wycieczce chyba nie wyglądaliśmy za ciekawie xD). Kiedy i jak kupować, żeby było tanio? Przed samym zamknięciem marketu, brudni i zmęczeni 😛

Goa Gajah/ Elephant Cave – Czyli Pierwsza Atrakcja W Ubud.

    No, ale ok, mamy sarongi, jedziemy zatem do pobliskiej świątyni Goa Gajah. Droga daleka nie jest (mieszkamy w centrum Ubud, na market mamy 5 minut spacerkiem), jednak czas nawet tak krótkiej podróży dłuży się nieubłaganie oczywiście z powodu zakorkowanych niemiłosiernie ulic. Dodatkowo upał i wilgotność na poziomie 95% zbiera swoje żniwo. Ledwo zaczynamy dzień, a już jesteśmy zmęczeni xD Nie poddajemy się jednak negatywnym nastawieniom i dodatkowo odganiając się rękami i nogami od sprzedawców sarongów, wszelkich napojów i pringelsów, idziemy zwiedzać świątynię.

    Zaparkowaliśmy auto przodem do straganów, ścieżka do Goa Gajah jest po prawo. Nie jesteśmy zdziwieni, gdy znajdujemy tam jeszcze więcej straganów i naciągaczy. Zło konieczne, powiedzmy. Dalej droga prowadzi w dół po schodach, czasami między drzewami wyłania się widok na świątynię wśród palm i innej egzotycznej roślinności. Gdy docieramy na miejsce, od razu i bez ostrzeżenia czy chociażby pytania, dołącza do nas „lokalny przewodnik” i zaczyna snuć opowieść o magii tegoż miejsca…

Goa Gajah/ Elephant Cave – Wchodzimy Do Środka.

    Grzecznie dziękujemy za usługę, gdyż doskonale wiemy, iż później facet zażąda pieniędzy, a wszystko, co chce nam pokazać, możemy dowiedzieć się sami kompletnie za darmo, korzystając z magii Internetu. Tubylec nie daje łatwo za wygraną, ale słowa: „nie damy Ci pieniędzy”, bądź „policja” mają czasem niewyobrażalną moc. Zostajemy sami i możemy już w spokoju kontemplować to święte dla hindusów miejsce.

Widok na teren świątyni, sztuczny staw, z którego czerpano świętą wodę.

   Z zewnątrz jest na co popatrzeć, wejście do świątyni wygląda jak wydrążona w skale paszcza demona i mamy wrażenie jakbyśmy mieli za chwilę przekroczyć bramy piekieł… Co okazuje się niezwykle trafną obserwacją, gdyż w środku… panuje okropnie gorący i duszny mikroklimat, ponadto… ogólnie rzecz ujmując wnętrze świątyni jest jakimś kiepskim żartem (zwykła wydrążona malutka jaskinia z trzema ubogimi ołtarzami). Nie rozumiemy tych standardów… Z zewnątrz hinduskie świątynie wyglądają przecież tak okazale, a w środku taka bieda. Sami wierni bardziej przyciągają nasz wzrok niż sławne atrakcje turystyczne…

Wejście do świątyni oraz jeden z ołtarzy.

Pozostałe zdjęcia z Goa Gajah.

Koszt: 15 000 IDR (dzieci: 7 500 IDR)

Godziny otwarcia: codziennie 8:00-16:00 (należy pamiętać, iż kobiety podczas miesiączki nie maja prawa wstępu do wielu balijskich świątyń, włączając Goa Gajah).

Adres: 3km na wschód od Ubud, Bali, Indonezja.

Yeh Pulu – Mniej Oblegana Atrakcja Regionu Ubud.

    W planach mieliśmy również inną pobliską świątynię, dużo mniej znaną, przez co liczyliśmy na ciszę, spokój i kontemplację w samotności. Aby nie krążyć w kółko, zapytaliśmy w informacji turystycznej (zlokalizowana koło kasy w Goa Gajah), w którą stronę mamy się udać i czy warto podjechać tam autem czy raczej jest to szybki spacer. Kobiecina powiedziała, że jest to na tyle blisko, że nie ma sensu tam jechać. Zatem spacerek.

    Szliśmy, szliśmy i myśleliśmy, że roztopimy się z gorąca bądź odwali nam palma i będziemy w ostatnich chwilach życia cieszyć się fatamorganą niczym zagubieni wędrowcy pośród zgubnych piasków niekończącej się pustyni. Czy ona nie widziała naszych białych zmęczonych gorącem twarzy??? xD Rzeczywiście było to tylko 1,5 km, ale dla nas była to prawdziwa droga przez mękę… Pewnie Indonezyjczyk by powiedział, że pogoda była świetna 😛

Droga do Yeh Pulu (pierwsze zdjęcie to jeszcze droga przez osiedla między Goa Gajah a Yeh Pulu, następne przedstawiają drogę do świątyni po uiszczeniu opłaty za wstęp).

    Uznajmy, że pominiemy większość szczegółów naszej uciążliwej wyprawy i załóżmy, że dotarliśmy już do Yeh Pulu. Mała, nieznana świątynia, która w gruncie rzeczy żadną budowlą nie jest. Jest to raczej kawałek chodnika z kilkoma rzeźbami zlokalizowany wśród palm i pól ryżowych. I nawet tutaj, przy wejściu atakują nas „lokalni przewodnicy”, oferując swe jakże niezbędne usługi za 50 000 IDR (w momencie, gdy bilet wstępu kosztuje 15 000 IDR, to kwota, którą podali wydaje się absurdalna).

Yeh Pulu oraz rolnik podczas pracy widoczny ze świątyni (ostatnie zdjęcie).

Koszt: 15 000 IDR.

Godziny otwarcia: Wybaczcie, ale nie pamiętamy… Zakładamy, że ramy czasowe: 9.00-17.00 będą bezpieczne.

Adres: Jalan Yeh Pulu, Blahbatuh, Bedulu, Kec. Gianyar, Kabupaten Gianyar, Bali 80581.

Sacred Monkey Forest Sanctuary – Księga Dżungli Na Żywo!

    Ostatnią i zdecydowanie najciekawszą atrakcją tego dnia jest Monkey Forest. Miejsce zamieszkałe przez setki, z reguły przyjaźnie nastawionych, małp. Piszemy „z reguły”, gdyż w takim miejscu należy przestrzegać kilku podstawowych reguł, np. nie patrzeć zwierzakom prosto w oczy, gdyż postrzegają takie zachowanie jako atak czy dobrze pochować swoje rzeczy i mieć pozasuwane suwaki w torbach, gdyż małpki ukradną wszystko, co będzie łatwo dostępne (Piotrkowi wyciągnęły skarpetki z bocznej kieszeni plecaka… Chyba zapach im się nie spodobał, bo szybko upuściły zdobycz).

    Atrakcja Monkey Forest jest zdecydowanie warta swojej ceny. Jest to miejcie dające szansę na obcowanie z naturą i bliski kontakt z tymi fascynującymi zwierzętami. Szczególnie interesujące i przezabawne są młode małpki płatające sobie wzajemnie figle, wpychające się do wody czy ciągnące się za ogony.

Monkey Forest w liczbach:

  • Małpy: ok. 700 sztuk
  • Drzewa: ok. 186 gatunków
  • Las: 12,5 ha

Mieszkańcy Monkey Forest oraz samo miejsce (ostatnie dwa zdjęcia – cmentarz).

Koszt: 40 000 IDR (dzieci: 30 000 IDR).

Godziny otwarcia: codziennie 8:30-18:00.

Adres: Jl. Monkey Forest, Ubud, Kabupaten Gianyar, Bali 80571, Indonezja.

Wieczór w Ubud…

    Wieczór spędziliśmy w uroczej knajpce na wolnym powietrzu, planując nasz kolejny dzień, słuchając występu grupy The Wayan’s, opychając się indonezyjskimi przysmakami z mocnym postanowieniem spróbowania każdego możliwego koktajlu. A że jesteśmy ludźmi mocnej woli, jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy!

Ciąg dalszy – dzień trzeci na wyspie Bali część pierwsza (klik) i część druga (klik).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *