Litwa znalazła się na trasie naszej dwutygodniowej wycieczki objazdowej z czerwca 2014 roku. W ramach wyjazdu poznaliśmy 3 miejscowości: Wilno, Troki oraz malutkie Kowalczuki. Zauważyliśmy, że ten bardzo bliski nam kraj, jest niezwykle słabo poznany. Bo przecież czym tu się zachwycać, skoro przejechaliśmy od polskiej granicy niecałe 200 km? Nic bardziej błędnego! Ten niewielki nadbałtycki kraj ma wiele do zaoferowania dla wszystkich pragnących ciszy i spokoju w połączeniu z niskimi wydatkami. Jest to również godny polecenia kierunek dla wszystkich nieznających języków obcych (czasami bardziej przydatny jest polski bądź rosyjski niż angielski) oraz tych, którzy jeszcze nigdy za granicą nie byli. Brzmi nie najgorzej, co? Przyjrzyjmy się bliżej…

 Wiejskie uroki w Trokach i Wilnie.

Europa Północno-Wschodnia. Czas START!

   Trasa naszej wycieczki obejmowała kraje bloku wschodniego: Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia, Rosja. Cały wyjazd trwał 2 tygodnie (4-18.06.2014) i oczywiście dał dużo satysfakcji… i pozostawił po sobie ogromny niedosyt. Podróż planowana była dość skrupulatnie jeszcze przed samym zakupem biletów, ponieważ niemalże całość przejechaliśmy autobusami i to po dość okazyjnej cenie (główna trasa, tzn. Warszawa-Wilno-Ryga-Tallin-Sankt Petersburg, koszt: 115,50 PLN / 1 osoba). Należało tak zorganizować czas, żebyśmy mogli zobaczyć wszystko co chcemy no i pojechać dalej 😛 Wszystkie noclegi znaleźliśmy na portalu CS, który jest łatwym sposobem na poznanie kultury, życia i sposobu myślenia mieszkańców różnych krajów. Kiedy tylko możemy, to dziękujemy za gościnę butelką polskiej wódki 😛

Po drodze nawiązaliśmy znajomość z panem Stanislavem (gorąco pozdrawiamy!), który dziwnym zrządzeniem losu obsługiwał niemalże każdy nasz kurs. Pan Stanislav był z nami od samej Warszawy po Tallin.

Co tutaj w ogóle robimy?

   Wróćmy jednak do naszego obecnego tematu głównego, a więc samej Litwy. W planach mieliśmy oczywiście zwiedzanie stolicy. Znaleźliśmy nocleg w pobliskiej miejscowości – Kowalczuki (lit: Kalveliai), co dało nam dodatkową możliwość poznania litewskiej/polskiej wsi. Nasz gospodarz poinstruował nas, który autobus wybrać (kierunek: Szumsk, lit. Šumskas) oraz gdzie mamy z niego wysiąść. Z kierowcą porozumieliśmy się po rosyjsku… Internet nas zatem z lekka okłamał, twierdząc, iż absolutnie wszyscy znają język polski – otóż nie wszyscy). Nasz gospodarz dodał również, że jak już dojedziemy to mamy pierwszą lepszą osobę zapytać (znowu: po polsku) jak dotrzeć do ich domu. Jak to wyglądało naszymi oczami?

Kowalczuki i Szalone Autobusy.

    Wsiadamy do autobusu, gdzie panuje totalny chaos – już nam się podoba 😛 Jest kierowca oraz pani sprzedająca bilety (hmm… w Polsce jest to praca tylko dla jednej osoby…). Pani podchodzi do każdego, kto się już wygodnie usadowi i dopiero wtedy sprzedaje bilet, nie przy wejściu. Nie liczcie jednak, że was ominie 😛 Kobieta wie co robi 😛

    Pojazdem rzucało niemiłosiernie, a jakość dróg godna naszej polskiej wsi xD Ale co dalej z tym autobusem? Otóż zatrzymywał się w niewiarygodnych miejscach! Wyobraźcie sobie środek pola, nic nie widać poza… no właśnie polem oraz drogą, którą jedziecie (wysiada 7 osób), potem przystanek w szczerym lesie (ciemno, nic nie widać, żadnych świateł z okolicznych domów, no nic! Wysiada 5 osób)! Myślimy sobie… kurde… mieszkają po prostu w lasach czy co?

    Jedziemy dalej, autobus skręca z głównej trasy, trzęsie trochę bardziej (trochę  xD), po czym zatrzymuje się i wychodzą kolejni pasażerowie. Następnie autobus po prostu podjeżdża pod jakieś garaże i zawraca znowu na trasę! Byliśmy w szoku 😛 Tak jakby ktoś zamówił sobie publiczny autobus prosto pod dom, a potem łaskawie pojazd może wtarabanić się z powrotem na trasę 😛 No, bomba! Śmiechom nie było końca! Sam początek podróży, a już czujemy, że nic więcej nas nie zaskoczy 😛 Dobra mamy wysiąść koło krzyża w Kowalczukach. Wysiadamy. I gdzie jest ta osoba mówiąca po polsku??? Całkowite pustkowie!!! Nie no domy są xD Poza tym jednak tylko las i pole. Nasz autobus odjeżdża w nieznane. Zostajemy sami.

Nie wiem czy zauważyliście to na zdjęciach, ale nie bardzo było kogo zapytać o drogę (w tym czy innym języku) 😛

Kowalczuki – Sielanka i Litewska Polonia… Czy To Jest Polska Wieś?

    Kowalczuki okazały się małą przygraniczną (Litwa-Białoruś) wioską, przy czym bezwizowe przekroczenie granicy jest możliwe tylko dla okolicznych mieszkańców. Wiejskie stare domki, pola i lasy – całkowita sielanka. Cichutko, nadal nikogo na ulicy nie widać. Znaleźliśmy 2 małe sklepy i kościół, gdzie częściej odprawiają Mszę Św. po polsku niż litewsku. Zaraz… to gdzie my w końcu jesteśmy??? Jak się dowiedzieliśmy, i jak już zdążyliście pewnie zauważyć, mieścina jest bardziej polska niż litewska… Częstą praktyką jest również dwujęzyczne oznaczanie ulic, co według naszych gospodarzy jest na Litwie nielegalne. Mimo to mieszkający tam Polacy ciągle tablice takie wywieszają i.. płacą za to grzywnę. Podobno wszyscy nadal czują się Polakami i nie jest ważne czy w Polsce byli czy nie oraz gdzie się urodzili.

    Zapytaliśmy wprost naszych gospodarzy jak to w końcu jest z ich (mamy na myśli Litwinów) nastawieniem do mieszkających na ich ziemiach Polaków. Usłyszeliśmy, że więcej niechęci jest z polskiej strony… że nasi rodacy próbują odebrać im ich kraj (a przynajmniej okręg wileński). Kto ma rację, a kto nie ciężko stwierdzić i w sumie lepiej nawet czasami nie wypowiadać się głośno na takie tematy 😛 Nie oznacza to, że nie warto zapytać i dowiedzieć się co oni mają do powiedzenia.

Ślady Polskości widoczne są nawet w małych Kowalczukach.

Kowalczuki i Nauka Orania Pola.

    Wokół domków, jak to zwykle na wsi bywa, ludzie mają swoje ogródki, gdzie ludzie uprawiają ziemię. Nic w tym niezwykłego. Jednak tutaj ziemię tę orają ręcznym pługiem DOŚĆ starego typu… Kobieta ciągnie, facet pcha. Taaak bardzo żałujemy, że nie robiliśmy zdjęć! Niestety uwierzyć musicie na słowo. Widok dość niezwykły, tym bardziej, że scena powtarzała się co chwilę… Nie widzieliśmy żadnego bardziej zmodernizowanego gospodarstwa we wsi.

Domki w Kowalczukach.

Autobusów ciąg dalszy…

    Wszędzie cisza, spokój, nawet samochód rzadko przejeżdża, nikt się nigdzie nie śpieszy. Raz czekaliśmy na autobus do Wilna, który miał być na naszym przystanku ok. 9.00 rano. Mija 9.30 a nadal nic nie jedzie… 10.00 dzwonimy do gospodarzy: „Czy to jest normalne??” Odpowiedź: „Spokojnie, poczekajcie…”. Hmm… Czekamy… Widzimy tylko, że kilka domów dalej jakiś facet sprząta małego busika. Ok 11.00 skończył odkurzanie i… podjechał na przystanek 😛 Morał z tego oczywiście taki, iż nie można zbytnio ufać rozkładom jazdy w pomniejszych miejscowościach.

    Inaczej sprawa przedstawiała się z transportem pociągowym. Nowy, zadbany, punktualny i za unijne pieniądze 😛 A nawet tańszy (kwestia groszy dosłownie). No, ale brakuje mu zdecydowanie klimatu, jaki panuje w powolnych, rozwalających się autobusach, w których nieprzerwanie króluje Radio Baltica – Радио Балтика (za każdym razem trafialiśmy na ten sam utwór, który stał się naszym motywem przewodnim wyjazdu Антон Лаврентьев – Романтика) 😛 Piosenka do tej pory budzi wspomnienia i wywołuje szczery uśmiech na naszych twarzach.

Staw w centrum wsi i okoliczny las.

Nuda czy spokój?

    Litewska wieś okazała się wcale nie inna od polskiej, ale chyba takiej może sprzed piętnastu lat… Miejsce, gdzie czas wolniej płynie, a ludzie są szczęśliwi bez zbytniego wpływu nowoczesności czy modnego dzisiaj wyścigu szczurów. Kowalczuki to też interesujący przykład koegzystencji Litwinów i Polaków żyjących niemalże pod jednym dachem. Zdecydowanie ciekawa alternatywa dla zadeptanej przez turystów stolicy, coś świeżego… ale właśnie dlatego, że nic się tutaj nie dzieje! 😛

   Co najbardziej zapadło nam w pamięć?? Zdecydowanie wszystkie autobusowe przejazdy! Każdy był dla nas nową przygodą 😛

One thought on “Kowalczuki – Polska wieś na Litwie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *