Czas porzucić okolice UBUD (oraz wszystkie przygody z tym miejscem związane – dzień 3 część 1 i część 2) i powoli ruszyć dalej celem odkrycia innych tajemnic wyspy. Nasz dzień nr 4 ma upłynąć pod znakiem plażowego lenistwa. Oczywiście na drodze ku szczęściu stanęły nam korki i ślamazarnie powolny ruch samochodowy. Ach Bali… Dodatkowo pogoda nie budziła naszych nadziei. Kiedy jednak pokonaliśmy zabójczy dystans niecałych 40 km chyba w 2 najdłuższe godziny w naszym życiu, okazało się… że tutaj pogoda jest idealna, cudowna, wyśmienita, PLAŻOWA!!! 😛 Humorki się poprawiły, czas na poszukiwanie niebiańskich plaż!

Plaża z Białym Piaskiem (eng. White Sand Beach), Świątynia Goa Lawah.

Plażowe Szaleństwo!

    No i się zaczęło… Tylko otworzyliśmy drzwi od auta, nie mówimy nawet o wysiadaniu, bo na to nam jeszcze nie pozwolono… Od razu atak z dwóch stron. Sprzedawcy… Sarong, biżuteria, woda, jedzenie. Babki chodzą z koszami wypchanymi różnymi różnościami i ATAKUJĄ, bo próbą sprzedaży tego nazwać nie można. Nakładają na nas różne rzeczy, których nie chcemy, wciskają na siłę pringelsy… Człowiek nie może wysiąść nawet z auta, bo niemalże wsiadają nam do pojazdu i gadają, gadają, gadają… Widać z dobrego humoru nie pozostało nawet wspomnienie, a nerwy sięgają już zenitu. Niestety potrafią człowiekowi zepsuć dzień… To już po prostu szczyt chamstwa.

   W każdym razie staramy się jak możemy, by nie zwracać na nikogo uwagi. Grzeczne próby odmowy nie zdają egzaminu, traktujemy ich zatem jak powietrze i idziemy przed siebie. Kierunek wybrzeże – Port Padangbai. Widok, który zobaczyliśmy POWALIŁ NAS NA KOLANA w bardzo złym tego wyrażenia znaczeniu. Syf, syf i jeszcze raz syf. Serce się kraje, kiedy widzimy, jeszcze do tego w miejscu takim jak to, taki rozpi*rdol. Sceneria mogłaby być taka piękna… A jednak śmieci walają się wszędzie…

Port Padangbai – Miejsce Ucieczki z Wyspy Bali…

    Port Padangbai jest to główne miejsce na Bali, skąd odpływają, wypchane po brzegi, statki na inne wyspy. Głównie mamy tutaj na myśli Lombok oraz 3 maleńkie wysepki Gili: Gili Trawangan, Gili Meno oraz Gili Air (o nich będzie mowa w kolejnych postach o Indonezji). Lombok (nie byliśmy) to miejsce spokojniejsze, gdzie czas płynie wolnej a wspomniane wyspy Gili (głównie Gili Meno) to prawdziwe indonezyjskie perełki. Nic dziwnego, że każdy, kto dotarł na Bali, chce uciec właśnie w tym kierunku. Właśnie dlatego jest tutaj wzmożony ruch. Turyści pragną uciec do prawdziwego raju. Indonezyjczycy oczywiście z tego korzystają i zbijają na tym nieliche interesy. Mogliby jednak zainteresować się wizytówką regionu troszeczkę bardziej…

Zatoka Padangbai.

Plaża z Białym Piaskiem, czyli Mały i Ukryty Cud na Bali.

    Zostawiamy obskurne wybrzeże i ruszamy w poszukiwaniu niebiańskiej sekretnej plaży z białym piaskiem – White Sand Beach. Dochodzimy do dość podejrzanego miejsca (oczywiście syf niemiłosierny, do tego wywieszone jest jakieś pranie, wygląda jak opuszczone podwórko biednej rodziny), obok nabazgrany napis twierdzi, iż jest to właściwa droga do naszego raju… Trochę trudno w to uwierzyć… Obok siedzą dwie kobieciny, które ochoczo potwierdzają, iż właśnie tego miejsca szukamy. Jedna z nich podrywa się z miejsca i mówi, że nas zaprowadzi, i tak idzie w tę stronę. W sumie czemu nie? Idziemy w palącym słońcu lekko pod górę, potem ostro w dół, wokoło czuć zapach palonej marihuany… Hmm… Indonezyjczycy i ich sposób na relaks w taką pogodę…

Wejście oraz Droga do Plaży.

    WOW!!! Docieramy na miejsce. To jest to!!! Zero turystów, tylko my, cudowna plaża, biały piasek, turkusowa woda, błękitne i czyste niebo. RAJ!!! Po jakimś czasie dotarło tu jeszcze trochę białych twarzy, ale i tak ciężko było nazwać to miejsce zatłoczonym xD A droga, którą obraliśmy jest trasą dla miejscowych, właśnie tędy przychodzą sobie do pracy. Z drugiej strony plaży jest inne wejście, bardziej jakby turystyczne.

Widoki na Pustą Jeszcze White Sand Beach.

    Przy plaży jest rządek małych, klimatycznych, drewnianych budek z jedzonkiem i piciem. Kawa, zupa, naleśniki czy świeże kokosy i soki, wszystko tanio i w zasięgu ręki. Dodatkowo można wypożyczyć parasol i leżaczek. Nam wystarczył nasz, wymęczony już, sarong.

Typowe ”Restauracje” na Plaży.

Czarna plaża?

    Ile można się lenić??? Idziemy dalej. Korci nas druga strona plaży, tam, gdzie jest drugie wejście. Podobno jest tam jakieś miejsce, niby plaża z czarnymi kamieniami. Dojście jest nieciekawe, wąskie, co jakiś czas walają się śmieci. Widoczek, jaki na nas czekał na końcu, był jednak niczego sobie 😛 Warto było się tutaj ruszyć. Widzimy małą jaskinie, która zapewne podczas przypływu, jest cała zalana. Kilka zdjęć i lecimy dalej.

Sekretna Plaża tuż obok White Sand Beach.

Blue Lagoon i Snorkeling na Bali – lekkie rozczarowanie…

    Kolejnym ważnym punktem dzisiejszego dnia jest leżakowanie i snorkeling na sławnej Błękitnej Lagunie (ang. Blue Lagoon). Aby się tam dostać należy wrócić do Portu Padangbai, minąć go i iść wzdłuż wybrzeża w drugą stronę niż poprzednio (w stronę północną), później należy pokonać małe wzniesienie, wejść po drugiej stronie i proszę! Naszym oczom ukazuje się mała plaża – nasz cel.

    Opisywana jako niesamowite cudo i piękno, a w istocie jest… niczym specjalnym. W porównaniu do tego, co widzieliśmy rano… To jest to po prostu kupa piasku i tłum turystów. Ech… Zobaczymy jak będzie pod wodą. Miejsce na snorkel o tyle fajne, że plaża jest w zatoczce i nie ma silnych fal. Jednak podwodny ogród również pozostawia wiele do życzenia… Korali za dużo nie ma i nie jest tak pięknie jak się spodziewaliśmy. Mimo to spędziliśmy w wodzie długie godziny. Później kolacja w restauracji zaraz obok i ruszamy w drogę powrotną, a przynajmniej tak nam się wydawało…

Zachód Słońca, Życie Podwodne w Blue Lagoon oraz Nasza Kolacja.

   Po drodze zatrzymaliśmy się przy informacji turystycznej. Taaak pisaliśmy już jak bardzo znienawidziliśmy te punkty na Bali, ale stwierdziliśmy, że damy im jeszcze jedną szansę… Powiedzieliśmy im, że szukamy czegoś wartego zobaczenia w okolicy. Oni na to: „Idźcie do restauracji” xD No nieeee xD Rozwalili nas kompletnie xD Spokojnie jednak tłumaczymy, że raczej nie o to nam chodziło i nagle baaam! Olśnienie! Przekazali nam coś rzeczywiście przydatnego. Po pierwsze: świątynie powinny być otwarte nawet nocą, bo przecież wierzący mogą szukać pocieszenia bądź chwili do modlitwy. Po drugie: nocny market w miejscowości Klungkung. Super! Najpierw ustawiamy kurs na pobliską świątynię Goa Lawah, a później zjemy street food 😛

Nasza Prawdziwa Przygoda na Bali, czyli Ceremonia w Goa Lawah!

    Dojeżdżamy do świątyni i od razu stwierdziliśmy, że coś jest nie tak… Parking niemalże całkowicie zapełniony, i to nie tylko osobówkami, było tak z pięć dużych autokarów. Ruch jak na Marszałkowskiej… Wszędzie kręcili się hindusi, jakby odświętnie ubrani. Trochę się speszyliśmy, ale cóż jesteśmy tutaj, łapiemy za sarongi i wychodzimy. Od razu pytamy ludzi co się dzieje i czy w ogóle możemy tu być… Przecież ewidentnie odbywać się będzie jakaś uroczystość. Usłyszeliśmy, że bardzo dobrze, że tu jesteśmy, że nasza obecność zwiastuje szczęście i pomyślność. Hmm… całkiem fajnie xD Nadal lekko onieśmieleni, dołączamy do orszaku i kierujemy się do świątyni.

    Po drodze dowiedzieliśmy się, że bierzemy udział w… uroczystościach żałobnych… Nie był to pogrzeb, ale jeżeli chcemy porównać sytuację do chrześcijaństwa, to jakby msza w intencji zmarłego. Chyba to najbliższe skojarzenie… W każdym razie jakiś czas temu zmarł ktoś z ich wioski i teraz przychodzą uczcić jego pamięć. A kto przychodzi? Krewni zmarłego. Zaraz, zaraz… krewni??? Tutaj jest przecież co najmniej 100 osób! Całkiem zgrana rodzina…

Wspomniana Uroczystość oraz Świątynia Goa Lawah od Środka.

Przebieg Uroczystości. Świątynia Goa Lawah.

    Wchodzimy na teren świątyni. Wszyscy siadają na ziemi i gwarnie rozmawiają, witają się ze sobą, śmieją się. Ogólnie atmosfera jest raczej luźna i bardzo wesoła. Siadamy z tyłu, żeby wszystko widzieć, ale i nie przeszkadzać. Ciężko nas jednak było przeoczyć xD Wszyscy witali nas uśmiechem, zagadywali, pokazywali nas sobie palcami, nie czuć jednak było wrogości od nikogo. Raczej zaciekawienie i rozbawienie. Nawiązaliśmy kilka nowych przyjaźni z mężczyznami siedzącymi obok nas 😛 Pouczali nas jak mamy się zachować, co robić podczas ceremonii. Byliśmy pod wrażeniem. Kiedy był czas na modlitwę, modlili się. Kiedy jednak kapłan(?), w każdym razie ktoś przemawiał, niektórzy słuchali, inni gadali, a jeszcze inni palili papierosy xD

Uroczystości Żałobne na Bali.

    Pod koniec uroczystości odbywało się jakby błogosławieństwo. Kilku mężczyzn krążyło między zgromadzonymi i polewało ich wodą, potem każdemu wręczali trochę ryżu do przyklejenia do czoła, a kwiatek używany podczas modlitwy mamy po dziś dzień 😛 Cudowne wspomnienia, cudowni ludzie. Takich rzeczy nie zapewni żadne biuro podróży czy skrupulatne planowanie. Takie sytuacje to są prawdziwe przygody na trasie. Żegnamy się z uroczą rodzinką. Posililiśmy duszę, czas na ciało. Jedziemy na nocny market Klungkung.

Nocny Market w Klungkung, Bali.

    Docieramy na miejsce, które okazuje się być kompletnie NIEturystyczne! Nie ma tutaj dosłownie żadnej bladej twarzy (znowu xD). Ponownie szybko stajemy się atrakcją turystyczną. Ci, co mówią po angielsku zagadują, chcą pomóc, chcą nas poznać. Tak poznaliśmy Wayan’a. Kolejnego już. Przecież na Bali wszyscy mają na imię Wayan 😛 Zjedliśmy tutaj baaardzo tanio (kilka razy taniej niż w restauracji) i niezwykle smacznie. Tak kończy się nasz czwarty dzień na wyspie i musimy przyznać, że końcówka nas trochę zaskoczyła. Bardzo pozytywnie oczywiście 😛 Do jutra!

Nocny Market Klungkung.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *