Szybciutko odpowiemy na postawione przez nas pytanie. To jest RAJ, nie ma co owijać w bawełnę. Powiemy więcej, Islandia była dla nas kierunkiem wymarzonym i odkładanym przez co najmniej 4 lata. A to kasa, a to praca, a to niepasujące terminy. Zawsze coś. Niestety trudno jest sprostać wymaganiom dorosłego życia. Jednak pewnego dnia powiedzieliśmy DOŚĆ! Jasne, że wydamy dużo. Wydamy, bo warto! Praca? Hmmm… Powiedzmy, że nie ta, to inna 😛 A Terminy terminami, nigdy czas nie jest idealny. Kupiliśmy bilety i potem już było z górki 😛 Zaczynamy SPEŁNIAĆ MARZENIA!!!

a) Okolice Hafragilsfoss b) Okolice czynnego wulkanu Krafla.

Uwaga! Islandia! Zbieramy Ekipę!

    Początkowo miał to być wyjazd tylko we dwoje… Wiecie relaks, naturka, może jakaś tam romantyczna atmosfera 😛 Okazało się jednak, że nasze urocze znajome nie pozwolą nam nacieszyć się sobą i z całej wręcz Europy zlecą się w ten zapomniany przez Boga zakątek świata (xD), by wspólnie z nami przeżywać tę przygodę! Tak właśnie skompletowała się nasza ekipa. My – Ola i Piotrek (z Anglii), Sowa (z Norwegii) oraz Asia (z Francji).

a) Wodospad Glymur b) Reynisfjara c) Jökulsárlón d) Wodospad Gullfoss e) Hverir f) Víðgelmir Cave
g) Park Narodowy Þingvellir h) Hveragerði

    Celem całej wyprawy było objechanie głównej wyspy dookoła. Czas operacyjny: niecałe 9 dni (14-23.06.2017) W dość niedługi czas zrobiliśmy prawie 5000 km autem oraz nie raz i nie dwa podreptaliśmy trochę piechotką. W każdym razie: nie oszczędzaliśmy się (podobno). Plan był całkiem ambitny, ale jak najbardziej wykonalny.

Drogi Na Islandii. 

PRZYGOTOWANIA DO STARTU:

    Planowanie! Wyszukiwanie atrakcji tych najbardziej typowych i tych z lekka alternatywnych to wszystko dość ciężka i pracochłonna część wyprawy. Jeżeli chcemy to zrobić dobrze, zwłaszcza przed tak ważnym dla nas wyjazdem, potrzebujemy na planowanie spoooooro czasu i energii. Mimo to, Ola nie pozwoli nikomu wtrynić swoich 5 groszy. Rysunki, mapki, opisy atrakcji, trasy i wszystkie wyliczenia – to wszystko należy do jednej osoby!

    Pakowanie, pakowanie… W tym temacie ewidentnie króluje Piotrek, który każdą potrzebną nam rzecz skurczy do wielkości pudełka od zapałek i zawsze się zmieścimy. Tutaj mieliśmy 2 duże plecaki (takie idealne na wymiary bagażu podręcznego w Ryanair) oraz 1 mniejszy plecak z elektroniką. Jako, że lecieliśmy linią EasyJet (niestety), to jedną torbę należało dodatkowo nadać. Rzeczy zarówno Asi, jak i Sowy zmieściły się jako bagaż podręczny. No, ale one nie miały ze sobą kamerki, 2 aparatów, ładowarek, akumulatorów, powerbanków oraz chyba 5 różnych obiektywów. My mieliśmy xD Dobrze, że nie wzięliśmy gimbala, bo to już chyba by była lekka przesada…

Podejmowanie Decyzji: Co zabrać na Islandię i Planowanie Wyjazdu.

Co Spakować Na Islandię? WYPAD TYPOWO LETNI!!!

– Odzież.

    Ubrania. Praktycznie wszystkie części garderoby były lekkie i szybkoschnące, typowo turystyczne, w tym: koszulki na krótki i długi rękaw, polary, puchowa kamizelka, softshell, kurtka nieprzepuszczająca wiatru i lekko przeciwdeszczowa, turystyczne spodnie, dodatkowa warstwa typowo przeciwdeszczowa (komplet spodnie i kurtka zakładane na normalne spodnie i kurtki), buty trekkingowe, adidasy, japonki, strój kąpielowy, rękawiczki, szalik, czapka. Wszystko się przydało! Dosłownie wszystko! Nie myślcie sobie, że polecicie sobie zwiedzać Islandię (mówimy zwiedzać, nie być w stolicy czy na 2 wodospadach) i nie weźmiecie, np. czapki w czerwcu. Jak nie weźmiecie, to zapewne kupicie duuużo droższą na miejscu.

    Moskitiera na twarz. W kilku miejscach, głównie w okolicy jeziora Mývatn jest mnóstwo niezwykle irytujących muszek, które lgną do wydzielanego przez ludzi dwutlenku węgla. Jak dossają się do twarzy, to szybko odechce się Wam zwiedzania. Nie gryzą, tylko ostro wku*****ją.

– Spanie.

    Śpiwory. Tutaj pojawił się mały problem… Nasze śpiwory przygotowane na temperaturę ok. 0 stopni Celsjusza są z lekka za duże… Zdecydowaliśmy się na zakup mniejszych, ale jednocześnie przeznaczonych na wyższe temperatury. I tak wylądowaliśmy w mumiach o temperaturze komfortu ok. 8 stopni Celsjusza, co było trochę niewystarczające… Tyłki zmarzły, budziliśmy się w nocy, aby nakładać kolejne warstwy ubrań na siebie. Uwierzcie… Słabo się śpi w koszulce, 2 bluzach, kurtce i w śpiworze… Jednej nocy temperatura spadła do 2 stopni Celsjusza.

    Opaska na oczy do spania. Absolutny hit!!! Gdyby nie nasze opaski, chyba nie byłoby opcji zasnąć… kiedy w sumie noc nie nadchodzi.

– Gotowanie.

    Termos, garnki, palnik (butlę gazową dokupiliśmy na miejscu), również na miejscu kupiliśmy jednorazowe grille. Tym sposobem kawka, herbatka i ciepłe jedzonko było codziennie.

– Chemia.

    Leki i podstawowa apteczka (jakieś plasterki, bandaże, leki na sraczkę i różne bóle, wapno).

    Nie wzięliśmy kremu do opalania i twarze nam się lekko zaróżowiły, ale tragedii nie było.

– Elektronika.

    Sprzęt elektroniczny (chyba temat jasny, każdy wie ile potrzebuje aparatów i obiektywów i ładowarek itp itd).

    Latarka (ta się nam nie przydała, ale porządna czołówka to przecież esencja dobrego wypadu).

   Kompas i GPS mieliśmy w telefonie. Nawet nie kupowaliśmy karty, aby mieć dostęp do neta. Takie odcięcie od świata było wręcz wyborne. W każdym razie apka offline czasami dawała ciała, czasami prowadziła nas w „nieznane”, ale ogarnęliśmy.

– Inne Sprzęty.

    Paracord (też nam się nie przydał, mokre rzeczy rozwieszaliśmy na kamieniach podczas postoju).

Islandia. Czas. START!!!

    Trasa. Jak wcześniej było ustalone zaplanowana przez Olę.

    Środek transportu – bezkonkurencyjnie samochód. Nie ma nawet sensu rozważać innej opcji. No chyba, że chcecie sobie pobyć w stolicy i korzystać z jakichś wycieczek z przewodnikiem, czy coś. Dla nas taka opcja odpada. Bierzemy auto i ruszamy, gdzie i kiedy chcemy. Na miejscu spotkała też nas miła niespodzianka…

    Otóż, zapłaciliśmy za manualną skrzynię biegów i auto tylko z napędem na dwa koła, a dostaliśmy w tej samej cenie automat 4×4!!! Piękny początek 😛 Teraz żadna trasa nam nie straszna! xD Nie no jednak straszna, bo auto było z niskim podwoziem, nie jechaliśmy czołgiem… Ech, następnym razem 😛 Nie musimy chyba wspominać, że wszyscy w tym aucie spaliśmy? 😛 Aaa… I Islandia to pierwszy kraj, gdzie nie zamykaliśmy naszego pojazdu na noc. Bo po co? Tam jest bezpiecznie. Tylko raz jakiś facet chodził nam przy aucie i zaglądał do nas. Jednak wyglądało to bardziej na sprawdzanie czy nie potrzebujemy pomocy niż nieudaną próbę rabunku.

    …A zatem tak przygotowani, w ochoczych nastrojach ruszyliśmy ku przygodzie!

Trasa często prowadziła przez… Nieznane xD 

Różne sytuacje związane z naszym życiem w aucie. Na ostatnim zdjęciu – pod samochodem jest nasza lodówka… Czasami trochę przemokła podczas deszczowych nocy, ale ogólnie pomysł na plus 😛

Jaka jest Islandia?

    Widzieliśmy, zwiedziliśmy, dotykaliśmy, wąchaliśmy. Tak, byliśmy i możemy Wam powiedzieć jedno na pewno. ISLANDIA JEST PRZEPIĘKNA!!! Jest cudowna i jedyna w swoim rodzaju. Tak mały kraj a ma tak wiele! Objeżdżając główną wyspę dookoła odbędziecie niemalże podróż w czasie i przestrzeni. Krajobrazy jak na Księżycu, czy na Marsie, bujne lasy, tajemnicze pola lawy, majestatyczne góry, skomplikowane w swojej budowie fiordy, szalejące wokoło wodospady, buchające gejzery, gorące źródła śmierdzące siarą (woda z kranu śmierdząca siarą), wielkie połacie kwiatów, dzikie zwierzęta, nieogarnięta przestrzeń i cisza, i spokój. Prawdziwy raj na ziemi. Tylko pogoda z lekka hmm… no słaba. Uwierzcie nam jednak na słowo, mimo tej pogody (i w sumie wysokich cen), Islandia jest po prostu tego warta!

Skaczemy do góry! Czasami na drodze, czasami na trampolinie przy jakiejś szkole. Dodatkowe ciekawostki: spotkany na trasie ZAKAZ hmm… WYPRÓŻNIANIA SIĘ oraz czerwone serduszko xD Taka właśnie jest Islandia… 😛 W jednym sklepie widzieliśmy też napis: „Uśmiechnij się, jesteś w CCTV”. Nie UWAGA OBSERWUJEMY CIĘ tylko miło, z przymrużeniem oka. Fajnie 😛

Koszt.

    Powiedzmy sobie szczerze… nie było tanio. Dla chcącego jednak nic trudnego. Koszt na 1 osobę to ok. 3000 zł (9 dni). Płaciliśmy za jedzenie, wypożyczenie auta, ubezpieczenie (niby nic się nie stało, ale w sumie warto kupić, kamienie ostro walą po szybach), paliwo, pamiątki oraz 2 płatne atrakcje: Mývatn Nature Baths i Víðgelmir Cave. Pewnie można jeszcze taniej, ale czasami trzeba też sobie dogodzić 😛

Ciąg dalszy historii – Podstawowe islandzkie atrakcje, czyli tzw. Złoty Krąg.

4 thoughts on “Islandia – prawdziwy raj czy nieosiągalny biegun zimna?

  1. Lin pisze:

    Świetne zdjęcia! A żałuję , że mnie tam nie było!

    1. Piotr pisze:

      Dzięki wielkie!
      Staramy się jak możemy Oczywiście gorąco polecamy Islandię i… Koniecznie bądź z nami na bieżąco, bo jeszcze mamy wiele do napisania o tym magicznym kraju.

  2. Marek pisze:

    Kurczę też chciałbym tyle podróżować co wy. 🙁 Bardzo fajny wpis czekam na więcej.

    1. Piotr pisze:

      No to pakujemy się i jedziemy! 😛 A tak na poważnie, to każda podróż pozwala poznać coś nowego, odkryć coś innego i rozwija. Wierzymy, że w życiu każdego człowieka jest miejsce na mniejsze, bądź większe wojaże. Do dzieła! 😛 A w międzyczasie zrobimy wszystko, żeby relacjonować nasze wyjazdy, tak jakbyś sam tam był! Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *