Poveglia, czyli najbardziej nawiedzone miejsce we Włoszech (a Włosi są bardzo przesądni i raczej wierzą w tego typu tematy). Najpierw Czarna Śmierć, później tragiczny koniec szpitala dla umysłowo chorych… Historia sama się nakręca, a ludzie szerokim łukiem omijają to przeklęte miejsce po dziś dzień. Ale o co w ogóle tyle hałasu?

Poveglia To Nie Tylko Opuszczony Szpital Psychiatryczny…

Poveglia – gdzie to w ogóle jest?

    Żeby jako tako orientować się w temacie, należy pokrótce przytoczyć historię wyspy oraz chociażby pokazać ją na mapie. Generalnie mowa o małej wysepce (a w sumie 3 maleńkich połączonych w 1) położonej na Lagunie Weneckiej, w bliskim sąsiedztwie wyspy Lido. Po linii prostej odległość od miejscowości Malamocco na wspomnianej wyspie Lido, to bodajże 1 kilometr. Przy samej przeklętej wyspie  wiedzie szlak wodny, a więc zaraz przy jej brzegu pływa codziennie niezliczona ilość łodzi i stateczków. Teoretycznie więc Poveglia jest łatwo dostępna i wyprawa na nią nie powinna stanowić żadnego problemu.

Stare Dzieje… Epidemia Dżumy.

    Historyczny aspekt uchyli rąbka tajemnicy. Wszystko zaczęło się w XIV wieku, kiedy to Wenecję (klik) oraz tereny sąsiednie nawiedziła Czarna Śmierć. Epidemia dżumy w takim tempie pustoszyła całe miasta, że ludzie nie nadążali z chowaniem zmarłych, a stosy gnijących ciał piętrzyły się na ulicach. Problem taki należało rozwiązać jak najszybciej, a rozwiązanie nie było wcale takie głupie. Idealnie do celu tego nadała się Poveglia – pobliska mała i niezamieszkana wysepka.

    Rozpoczęto transport ciał. Nie to żeby ktoś się zmarłymi specjalnie przejmował, nie kopano im grobów. Rzucano je na wyspę i uciekano czym prędzej, nikt przecież nie chciał być zarażony. Problem w tym, że coś należało zrobić z już chorymi… Przecież ratunku jako takiego nie ma, a ryzyko przekazania infekcji dalej jest ogromne. Jedyne logiczne wyjście to zostawiać nieszczęśników na wyspie. Wyobraźcie sobie nieziemskie katusze, jakie przeżywali chorzy umierający wśród rozkładających się ciał, otoczeni odorem śmierci i jękami innych konających. Nie we własnych łóżkach i bez najbliższych, a w atmosferze godnej dobrego filmu gore. Biedacy niechybnie tracili zmysły, jeszcze zanim wykończyła ich zaraza. To w sumie brzmi dość bezdusznie i okrutnie, ale jeszcze nie to było najgorsze.

    Dżuma budziła taką grozę i panikę wśród ludzi, że każdy najmniejszy objaw jakiejkolwiek choroby, brany był za zarazę. Efektem czego na wyspie Poveglia lądowali zapewne również śmiertelnie chorzy na nieżyt nosa i alergie… Nie ma nic gorszego niż panika i strach. Ci, którzy w ten sposób trafili na wyspę siłą rzeczy w końcu się zarażali i umierali w strasznej agonii. Czarna Śmierć była też niezłym pretekstem kiedy wkurzył kogoś zbytnio wygadany kolega czy sąsiad, któremu powodziło się za dobrze. Złoto zawsze otwierało wszystkie drzwi, pozwalało także na postawienie trafnej i niepodważalnej diagnozy. Kurczę, może trochę hiperbolizujemy, może nie, ale skądś liczba 100 tyś., czy jak podają inne źródła nawet 160 tyś. ciał kobiet, mężczyzn i dzieci znalazło się na Poveglii w czasie zarazy. Podobno ciał było tak dużo, że ziemię pokrył delikatny pył… Jedyna pozostałość po udręczonych duszach.

Chorzy wracają na wyspę…

    Dżuma ustąpiła. Rozpoczął się nowy dzień, a ludzie żyli dalej. Powoli straszne wydarzenia odeszły w zapomnienie, a niezamieszkałą wysepkę należało wykorzystać. Zaczęły się tutaj zatrzymywać statki, przewożące najróżniejsze towary. Szybko jednak zaniechano tego pomysłu, ponieważ w dziwny sposób marynarze zaczynali… chorować. Poveglia ponownie została zapomniana.

    I była zapomniana aż do 1922 roku, kiedy to podjęto kolejną próbę wykorzystania terenu. I… w pewnym sensie chorzy powrócili na wyspę. Wybudowano tutaj zakład psychiatryczny. Jak widać zła passa rozkręciła się na dobre, a udręczone dusze wręcz garną się do tego miejsca. Podobno od pierwszych dni funkcjonowania zakładu odnotowano wiele przypadków, kiedy pacjenci skarżyli się na unoszący się wokół trupi zapach, na krzyki cierpiących, na… duchy. Rzecz jasna, nikt nie brał tych uwag na poważnie. Pacjenci przecież byli z definicji osobami chorymi psychicznie.

    Ośrodek funkcjonował mimo rzekomych skarg i paniki wśród rezydentów. Do czasu… kiedy jeden z pracujących tam lekarzy sam nie zaczął prosić się o łóżko na oddziale. Facet twierdził, że słyszy i widzi zmarłych i udręczonych, tych których na wyspie pokonała zaraza… oraz jego nieludzkie eksperymenty. Tak, doktorek torturował swoich pacjentów w wieży zegarowej, a stosowaną przez siebie terapią miał zabłysnąć w medycznym półświatku. Ostatecznie nikogo nie wyleczył, a stosowane przez niego zabiegi kosztowały życie wielu pacjentów oraz jego własne zdrowie psychiczne. Rzucił się z wieży zegarowej i dołączył do orszaku śmierci na Poveglii.

Poveglia Dzisiaj.

    O strasznych wydarzeniach przypominają tylko niszczejące mury szpitala, budząca grozę wieża zegarowa oraz ukryta gdzieś pod drzewem kamienna płyta z wyrytym napisem „Ne Fodias Vita Functi Contagio Requiescunt MDCCXCIII” (napis ten przestrzega, by nie ruszać ziemi w tym miejscu, gdyż znajdują się tutaj ciała zmarłych na dżumę). Rzecz jasna wydarzenia z początku XX wieku, jak również pielęgnowana pamięć o poległych w czasie zarazy ponownie uczyniły wyspę niezamieszkałą i nieużytkowaną. Ludzie się boją, Wenecjanie omijają wyspę z daleka i cokolwiek by się nie działo nie postawią tam swojej nogi. Ciekawe ile znowu czasu minie zanim ludzie zapomną i wrócą na Poveglię? Czy w tym miejscu może stać się jeszcze coś gorszego?

Wyspa Strachu Jeszcze z Bezpiecznej Odległości i Kamienna Płyta, Przypominająca Żyjącym o Dawnej Tragedii…

Z Archiwum Podróżnika na Wyspie Strachu.

    Planowaliśmy spędzić na wyspie co najmniej kilka godzin w dzień i kilka w nocy. Biegaliśmy po porcie w Malamocco i bodajże Alberoni. Nikt nie chciał nas zabrać. Stanęliśmy później nad wodą, w miejscu, gdzie do Poveglii było najbliżej i machaliśmy do każdej łódeczki, do każdej wręcz pływającej machiny. Co zauważyliśmy? Złapanie jachtostopa było niezwykle proste! Niemalże każdy podpływał do nas z zapytaniem, gdzie chcemy się dostać. Niestety… Nazwa Poveglia zamykała nam wszystkie drzwi przed nosem. Włosi szeptali, że tam przecież jest duch, nie słuchali nas dłużej, odpływali. Jeden tylko facet powiedział, że może nas tam zostawić…, ale po nas nie wróci. No… powiedzmy szczerze, perspektywa braku możliwości powrotu do ciekawych nie należała. Kiedy już myśleliśmy, że to koniec, że nam się nie udało, zapytaliśmy jeszcze dwóch młodzików…

    Oczywiście początkowo niechętnie nastawieni do tematu, usłyszeli, iż jesteśmy w stanie zapłacić. Po chwili namysłu wzięli nasz nr tel. Powiedzieli, że popytają znajomych i może na jutro nam kogoś znajdą. Jest! Nadzieja! Po kilku godzinach byliśmy już ustawieni na godzinę 13.00 następnego dnia. Nie trafimy już niestety na zachód słońca czy ciemność w szpitalu, ale przecież chcemy zrobić ładne zdjęcia! Nie jest źle. Tylko cena mogłaby być inna. No cóż… Biedniejsi o 50 euro, ale ciekawi nadchodzącej nas przygody płyniemy na wyspę (nie no, oczywiście kasę dostali dopiero jak nas stamtąd odebrali xD). Generalnie nasi marynarze nie chcieli przejść się z nami (nawet w pełnym słońcu!) po przeklętej wyspie.

Jakieś wnioski?

Wyspa Strachu. Fakty Czy Mity?

    No dobra, jesteśmy na wyspie, łódka odpływa. Co widzimy? Sieci rybackie, całe setki sieci rybackich. Czyli pierwszy mit obalony – podobno ludzie boją się łowić ryby w tym miejscu i jak wszędzie wokoło kutry rybackie pracują na pełnych obrotach, tak okolice Poveglii są ciche i spokojne. No chyba nie.

Nawiedzone Miejsca i To, Jakie Są Za Dnia.

    Kolejna rzecz. Ludzie. Nikt nie przebywa na wyspie. Serio? W takim razie turyści z aparatami, panienki smażące tyłki na słońcu, panowie z piwem, dzieciaki z trawką i kilka namiotów to wszystko złudzenie optyczne? Bo chyba nie widzieliśmy duchów o godzinie 13.00 w południe…

    Na wieży zegarowej jest świeżo postawiona antena czy transformator, czy coś tam innego. W każdym razie wyspa już ma jakieś zastosowanie. Pomińmy fakt, że miał być tam kiedyś wybudowany hotel…

Opuszczony Szpital Psychiatryczny i Totalna Demolka…

    Cały szpital, choć wciąż złowieszczy i przynajmniej w teorii budzący chociażby respekt, jest demolowany. Walające się po podłodze pudełka po pizzy, brzdąkające butelki po piwie i pomazane ściany… Na pierwszy rzut oka widać, że „te fajne dzieciaki” spędzają tu wolne chwile, by potem móc szpanować przed bardziej strachliwymi w szkole.

Opuszczony Szpital Psychiatryczny.

    Z jednej strony ta demolka, z drugiej ktoś ewidentnie chce ocalić szpital od zapomnienia i ruiny. Ściany są sztucznie wzmacniane, by nie runęły jak kilka poprzednich. Może szykuje się bardziej zorganizowane miejsce turystyczne? Może ktoś chce robić na serio dobre pieniądze na tragedii, która się tutaj kiedyś wydarzyła?

    Jak jesteśmy w temacie szpitala, to troszkę nas rozczarował…Spodziewaliśmy się dobrego horrorowego klimatu, wiecie, porozwalane łóżka, rzeczy zostawione w pośpiechu. Coś na kształt więzienia Patarei w Tallinie, tylko, że już z lepszym aparatem (tam strzelaliśmy jeszcze małpką, klik). No, ale niestety, mało co już zostało, widzimy raczej puste pomieszczenia i ogół zniszczeń.

Nawiedzone Miejsca i Budynki „Pożerane” Przez Las…

    Ciekawy jest jednak motyw wchodzenia lasu do szpitala. Roślinność na wyspie dosłownie bierze budynek we władanie, grube konary drzew zlewają się w jedność z wysokimi murami, a pnącza powoli malują ściany pomieszczeń na parterze. Ta część rzeczywiście robi wielkie wrażenie, a w połączeniu z panującą tam ciszą (akurat w tej części wyspy) i tańczącymi wśród roślinności promieniami słońca tworzy niezwykle harmonijne i surowe piękno.

Teraz Las Przejmuje Kontrolę.

To Jest To W Końcu Wyspa Strachu Czy Nie…?

     A to co już kompletnie wprawiło nas w oburzenie, to biwakowanie dosłownie 3 metry od tablicy upamiętniającej ofiary dżumy… Piwerko, muzyczka, parasoleczki i imprezka na maxa! No cholera jasna! To jakbyście zrobili 18-tkę na cmentarzu i nasikali na grób nieznanego żołnierza! Przegięcie…

Nawiedzone Miejsca, Wyspa Strachu…? Hmmm….

Epidemia Dżumy… Opuszczony Szpital Psychiatryczny… Ale Czy Tutaj Na Serio Straszy?

    Konkluzja jest taka: Poveglia żyje własnym życiem. Mity, legendy i mroczne opowieści nadal nadają jej specyficznego klimatu, aczkolwiek nie brakuje już śmiałków penetrujących wnętrze wyspy. Szkoda tylko, że część z nich kompletnie nie szanuje historii tego miejsca, przez co budynki niszczeją i z biegiem czasu tracić będą swój mroczny i tajemniczy charakter. Szkoda, że nikt nie pamięta o tragedii wyspy… Bo jednak miejsca, gdzie wydarzyły się tak makabryczne wydarzenia powinny być traktowane z szacunkiem.

    Ale czy rzeczywiście tu straszy? Czy rzeczywiście Włosi nadal boją się wyspy? Nie wiemy. Pewne jest, że nasza wyobraźnia robi swoje, a przesądni rodzice nadal zaszczepiają w sercach dzieci strach do Poveglii. Może jest to kwestia nakręcania tematu w celu rozbudowy alternatywnej turystyki. A może Paolo (duch lekarza-samobójcy) rzeczywiście nadal szuka materiału do swoich niecnych działań. Można tylko spekulować, ale wiemy jedno na pewno: magia Poveglii wciąż działa.

Inne Posty O Podobnej Tematyce:

Obóz Koncentracyjny Dachau (klik).

Opuszczone Więzienie Patarei (klik).

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *