Gorący śródziemnomorski klimat, kolorowe domy, piękne i uśmiechnięte kobiety. To, co nas urzekło w Sarajewie nie ma kompletnie nic wspólnego z tym obrazem. Sarajewo jest smutne, trochę wręcz ponure. Sarajewo nadal pamięta wojnę, a znaki ku temu widać na każdym kroku.

Sarajewo. Bośnia i Hercegowina.

Sarajewo i Dość Negatywne Pierwsze Wrażenie…

    Do stolicy Bośni i Hercegowiny dotarliśmy nad ranem (jakoś ok. 4.00). Widok, jaki nas powitał, to najprościej mówiąc, czysta komuna. Zaniedbany dworzec autobusowy, niemiły kasjer i ogólny syf, z głośników jednak rozbrzmiewało bośniackie disco. To plus zmęczenie i wyziębienie po nocnej podróży nie napawało nas optymizmem.

    Później nieliche problemy z komunikacją w każdej napotkanej restauracji (nikt nie kwapił się do nauki angielskiego i dziwnym trafem nie ogarniał możliwości rozmowy „po swojemu”). Hmm… nie tylko kasjerzy są tutaj nieprzyjemni, czasami nawet powiecie komuś „dzień dobry”, a on Was oleje jak szmatę, często gęsto nie zaszczycając podniesieniem wzroku, a jak już uraczy Was tym zaszczytem i honorem, to wolelibyście, ażeby tego nie czynił. Kompletny brak jakiegokolwiek poziomu serwisu w restauracjach razi nas trochę. Takie przykre skrzywienie z Londynu. Tak już jest, zwracamy na to uwagę.

    W centrum znaleźliśmy tylko jeden lokal otwarty od 8.00 rano, gdzie pracujący tam kelner był rzeczywiście KELNEREM, a nie zrzędą pracującą tam za karę, która zmiesza Cię z błotem przy pierwszej lepszej okazji. Są niemili albo z urzędu, albo jako wynik doświadczeń życiowych. My możemy sobie narzekać, możemy spekulować. Zastanówmy się jednak przez chwilę… Praktycznie każda napotkana dorosła osoba pamięta doskonale wojenne cierpienia. Smutne i straszne zarazem. No, ale do rzeczy. Jakimś cudem udało nam się znaleźć lokum dla naszych ciężkich plecaków – właśnie wspomniana kawiarnia z normalnym serwisem. Ruszamy na podbój miasta!

Sarajewo. Gdzie Te Słoneczne Bałkany?

Dworzec Autobusowy… I co dalej?

    Generalnie z dworca autobusowego do historycznego centrum nie jest specjalnie daleko. My zdecydowaliśmy się na spacer mimo ciężkich bagaży, które po 3 tygodniach podróży zaczęły nas już dość konkretnie hmm… denerwować. Jeżeli jednak ktoś chce pokonać trasę szybciej, to należy skorzystać z tramwaju nr 1 (bilety najtaniej można nabyć w kiosku, z lekka drożej u kierowcy). Tramwaj ten podjeżdża na pętlę przy dworcu kolejowym (zaraz przy autobusowym i budynku poczty).

Sarajewo i Aleja Snajperów.

    Aby zobaczyć pierwsze ślady wojny, nie trzeba długo czekać. Zaraz przy drodze stoją całe rzędy bloków i kamienic, mocno ostrzelanych. Momentami jest wręcz dziura na dziurze, czasami tylko mały ślad, niektóre budynki są połatane. Ktoś jednak zapomniał, że później należy także odnowić elewację, pierdzielnąć jakiś kolor po całości. W każdym razie czy blok odnowiony czy nie, gołym okiem można zobaczyć jakie piekło się tutaj rozgrywało i to wcale nie tak dawno, bo przed 20 laty.

Ślady Wojny w Mieście.

    Szczególnie istotne w tym kontekście miejsce to tzw. Aleja Snajperów (Снајперска алеја). Tak nazywano ulicę Smoka z Bośni (Улица Змаја од Босне) – samo centrum miasta Sarajewo, która jako przyczółek dla wielu stanowisk snajperskich okazała się być jednym z najniebezpieczniejszych miejsc w rejonie. Schronienie strzelcom dawały zarówno wysokie budynki wzdłuż ulicy jak i okoliczne góry, oferujące nie dość że idealny widok na miasto to jeszcze bezpieczny dystans. Jak udało się później ustalić aleja pochłonęła życie ponad 200 osób, z czego 60 stanowiły dzieci.

Aleja Snajperów, Czyli Bałkany Wciąż Pamiętają…

Sarajewskie Róże – a co to takiego?

    Śladów dawnych (a raczej niedawnych) krzywd można szukać również pod naszymi stopami. Mowa o sarajewskich różach (projekt obejmujący 150 miejsc w mieście). Przepiękny i dość intymny ślad po tych, których już z nami nie ma. Praktycznie taka róża jest to masa żywicy, plastiku i czerwonej farby w dziurach w jezdni. Symbolicznie jest to pamiątka umieszczona w miejscach, gdzie od eksplozji zginęły co najmniej 3 osoby. Dla nas są to najważniejsze punkty w mieście. Stare miasto starym miastem, tym bardziej, że widzieliśmy już inne osmańskie dzielnice. Tak naprawdę to róże Sarajewa przywiodły nas tutaj. Wiele długich chwil poświęciliśmy na kontemplację w tych tragicznych i przepięknych miejscach. Czasami zaczepiali nas przechodnie, którzy drżącym głosem mówili: „Tak, to róża Sarajewa”. Tutaj ludzie wciąż pamiętają, wciąż żyją wspomnieniami.

    Boli nas jednak całkowita ignorancja turystów (może nie bądźmy tak surowi, na pewno uwaga ta nie tyczy się wszystkich odwiedzających). Dlaczego tak mówimy? Otóż robimy zdjęcia jednej z róż, ewidentnie zwracając na nią uwagę i poświęcając jej sporo czasu. Nagle podbiega do nas cała azjatycka rodzinka i pytają się co to jest. Kiedy tłumaczymy aspekt historyczny… oni kompletnie tracą zainteresowanie i już pędzą oglądać coś kolorowego. Rozumiemy taką postawę wśród dzieci, ale rodzice??? Było to co najmniej przykre… Jak łatwo zamknąć się na ludzką tragedię, kiedy nie jesteśmy jej udziałem.

Róże Sarajewa, Niema Pamięć o Poległych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *