Wenecja (wł. Venezia). Miasto, którego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Czy jesteście mądrzy czy głupi, wyedukowani czy nie, czy interesujecie się podróżami czy nie. I tak znacie to miejsce. W taki czy inny sposób. Na pewno większość z Was kiedyś wyobrażała je sobie. Tak też było z nami. Szkoły i media atakują nas wiadomościami na temat tej klasy turystycznych gigantów. My też pokażemy Wam Wenecję. Wenecję naszymi oczami.

    Miasto to było końcowym przystankiem naszej (w większości) bałkańskiej przygody latem 2017. Spędziliśmy miesiąc w podróży, którą można rzec zakończyliśmy właśnie tutaj. Byliśmy już trochę zmęczeni, może czasami trochę poirytowani, trochę smutni, że wyprawa się kończy, a na pewno byliśmy przerażeni cenami xD W porównaniu do tych bałkańskich, to rzeczywiście jest masakra. No, ale dobra, zaczynamy opowieść, której bohaterami są Symbole Wenecji, Weneckie Kanały czy Weneckie Maski. Jednym słowem: Zapraszamy do Wenecji!

Gondolierzy i Weneckie Maski, Czyli Symbole Wenecji.

Wszystkie drogi prowadzą do Wenecji.

    Powiedzmy tak. Jakoś mocno nie planowaliśmy tutaj dojechać. Coś tam w głowach świtało od początku, że fajnie by było dotrzeć do tego miejsca. Jest przecież tak blisko. I kusi. Nie dość, że pomysł kołatał nam się po głowach, to jeszcze spotkaliśmy na trasie inne młode backaperskie małżeństwo z Polski – Jadzię i Łukasza.

    A było to tak. Wychodzimy sobie z dworca autobusowego w miejscowości Joanina, w północno-zachodniej Grecji. Chcieliśmy sprawdzić ceny i godziny autobusów do Albanii. Gdziekolwiek xD Stwierdziliśmy, że busami będzie najszybciej przekroczyć granicę. No, ale dobra. Wychodzimy z tego dworca, cholerny upał, pewnie grubo ponad 30 stopni i ostre słońce. A tu jakieś 200 metrów przed nami idzie sobie parka i… Naszą uwagę przykuwa, przyczepiona do plecaka dziewuchy, Polska Flaga!!! Szybkie (aczkolwiek głębokie) spojrzenie sobie nawzajem w oczy i biegniemy za nimi! Tak właśnie poznaliśmy uroczą parkę ze Śląska, z którą spędziliśmy jakieś 3 godziny gadając oczywiście o podróżach 😛

    Jadzia i Łukasz dali nam kontakt do Polaka mieszkającego w miejscowości Triest (wł. Trieste) we Włoszech, który nas później przenocował (i co mega ważne nakarmił oraz udostępnił prysznic i cały pokój dla nas!!! – Dzięki Adam) oraz dokładnie pokierowali skąd z całą pewnością złapiemy STOPA DO POLSKI!!! Miejsce to jest zaraz koło Wenecji… Zatem klamka zapadła i tak właśnie podjęta została decyzja o eksploracji tegoż cudownego miasta 😛 A tak przy okazji – mamy już dla Was opowieść z drogi powrotnej do Polski (klik)!

Wenecja. Pierwsze Wrażenie.

    Wjeżdżamy pociągiem (trasa Triest – Wenecja Santa Lucia) i od razu jesteśmy pozytywnie zaskoczeni. Wiedzieliśmy, że stacja usytuowana jest w samym centrum, ale kurde aż tak?! Od razu po wyjściu widzimy weneckie kanały, mosty… Normalnie wychodzimy z dworca i od razu można rozpocząć zwiedzanie! Warto wiedzieć, że w Wenecji są 2 główne dworce kolejowe: Venezia Mestre (w dzielnicy Mestre, na stałym lądzie; jeżeli nie nocujecie gdzieś w pobliżu, to nie warto się tutaj w ogóle zatrzymywać) oraz właśnie Venezia Santa Lucia.

Wenecja, Weneckie Kanały, Ogólne Fotki.

    I na tym pozytywne pierwsze wrażenie się skończyło. Od razu uderzają w nas nad wyraz wysokie ceny, nachalni sprzedawcy (przynajmniej tutaj na początku), ogólne wrażenie syfu, ooooogrom ludzi (pamiętajmy, że byliśmy tam w szczycie sezonu) i… krętactwa. Jakie? A proszę bardzo.

    Przy samym wyjściu z dworca stoją ciemnoskórzy panowie w odblaskowych kamizelkach z jakimiś napisami (nie pamiętamy co tam było napisane, fakt był taki, że wszyscy mieli napisane to samo, co sugerowało, że reprezentują jedną i tą samą, prężną firmę). OK, stoją sobie, zaczepiają turystów i niby coś tam robią. Kiedy podchodzi policja, kamizelki znikają. Widzimy te same twarze, tylko, że nagle nie ma żadnej kamizelki! Jeden z nich nie ogarnął na czas co się dzieje i między nim a policjantem dochodzi do mocnej wymiany zdań, a potem nadciągają posiłki. Zrobiła się z tego mała awanturka. A nasza konkluzja jest prosta: coś tu śmierdzi… Czy zaufasz teraz panom w odblaskowych kamizelkach przy dworcu Wenecja Santa Lucia? Twoja decyzja.

Ceny, ceny, ceny…

    Awantura awanturą, a my tutaj mamy większy problem – trzeba ogarnąć jakiś dach nad głową. Wenecja to duże miasto, lepiej tu nie spać na dworcu (może nawet by pilnowali, by nikt nie kimał) czy gdzieś w krzakach… Kurczę… Gdyby to była jedna noc to jeszcze luzik, ale planowaliśmy spędzić tam cały weekend (piątek – niedziela), ponieważ zgodnie z obowiązującym w Europie prawem, TIRy w sezonie wakacyjnym mogą poruszać się po drogach tylko w tygodniu (poza chłodniami). A startować mogą w niedzielę o 22.00. I o tej właśnie porze chcieliśmy być w najbardziej dogodnym miejscu na złapanie stopa. Także spanie pod chmurką/na dworcu odpada, a ceny na booking i airbnb, bez wcześniejszej rezerwacji, powalają na kolana.

    A może płatny camping??? Kurde… Jak to w ogóle brzmi… Trudno, chyba nie mamy wyboru. Chociaż też tanio nie było xD Wybraliśmy tego czasu najtańszy camping w mieście (i to jeszcze był wypełniony po brzegi! Byliśmy gośćmi ponad miarę, a i tak zapłaciliśmy tyle, ile ludzie z normalnym pełnowymiarowym miejscem. My musieliśmy się po prostu wepchać między dwa normalne miejsca). Co więcej, nie byliśmy jedyni! Spotkaliśmy jeszcze dwóch Polaków, którzy także swego konkretnego miejsca nie mieli. A i jeszcze musieli przestawiać namiot, bo później jakiś Niemiec im marudził, że rozbili się na jego miejscu… A i tak nikt nie dał im zniżki. Pozdrawiamy Pana Jarosława z kolegą 😛 Cena (z własnym namiotem) za 2 osoby na 2 noce to bodajże 54 euro!!! Może 55… Nie pamiętamy jakoś super dokładnie, ale chyba rozumiecie o co chodzi. To była cena za rozbicie naszego własnego namiotu xD Ostro xD

Wenecja. Poruszanie się po Mieście.

    Jak chyba powszechnie wiadomo, w centrum Wenecji nie ma ruchu samochodowego. Poruszamy się nóżkami raz jedną raz drugą bądź gondolami, taksówkami wodnymi czy wodnymi tramwajami. Jak to w praktyce wygląda?

    Spacerek to idealna forma zwiedzania Wenecji. Tylko w ten sposób dotrzecie w każdy możliwy zakątek, odkryjecie każdą tajemnicę miasta. Pamiętajcie tylko, że bardzo łatwo jest się zagubić w labiryncie i, że niektóre uliczki są ślepe, a wykombinowanie jak dotrzeć we właściwe miejsce może zająć trochę czasu. W każdym razie być w Wenecji i nie zgubić się w mieście, to jak nie być w Wenecji.

    Taksówki wodne. Tego tematu chyba nie ma, co przedstawiać. Każdy chyba domyśla się, że jest DROGO. My pytaliśmy o kurs na wyspę Poveglia. Cena: 160 euro W JEDNĄ STRONĘ. Powiedzieli, że w drugą może być drożej… W końcu… Jeżeli nie odbierze nas taksówkarz, już nikt tego nie zrobi…

    Wodne Tramwaje to fajny i dość tani sposób na przemieszczanie się po dalszych zakątkach miasta. Bo przecież chociaż raz należy przepłynąć się najpiękniejszą ulicą świata, jaką jest Canal Grande! Bilety sprzedają zarówno jednorazowe, jak i dobowe. Nie pamiętamy cen, ale zdecydowanie opłacają się wersje dobowe (ważne też na autobusy, które dowiozą Was do części miasta usytuowanych na stałym lądzie).

Weneckie Kanały, tutaj Canal Grande.

Jak Weneckie Kanały, To i Romantyczna Gondola?

    Gondola to czyste zdzierstwo, ale oczywiście też czysta, piękna i pachnąca kasa dla gondoliera xD Nie wiemy czy ceny różnią się w zależności czy jest wysoki, czy niski sezon. W lato 2017 cena za 30 minut to 80 euro (kurs za dnia) oraz 100 euro (kurs nocny). Przy czym… Wiele kanałów jest tak wąskich, że ledwo mogą się tam wyminąć dwie łódeczki, a w kolejce stoi kolejnych 20 sztuk, a czas leci…

    Generalnie uważamy, że taki kursik jest fajny, gdy kanały są puste, gondolier serwuje Wam kieliszek champagne (widzieliśmy taką niejedną parkę) i płyniecie sobie we DWOJE! Bo z założenia kurs gondolą to powinno być romantyczne wydarzenie dostępne dla dwójki zakochanych. A jak to wygląda w praktyce? Na full zapakowana gondola szóstką Azjatów cykających zdjęcia wszystkiemu co się rusza… No proszę państwa… Chyba straciliśmy w tym wszystkim sens. Aaa i jeżeli liczycie na utargowanie ceny w sezonie, to chyba jednak nic z tego xD Na Wasze miejsce będzie 10 innych par, gotowych zapłacić pełną cenę.

Weneckie Kanały i Gondolierzy.

Pamiątki z Wenecji: Weneckie Maski.

    Maski, maski i jeszcze raz maski! Jednak nie napalajcie się zbytnio i nie kupujcie pierwszej lepszej, którą Wam zaoferują. Nie dajcie sobie wcisnąć kitu, że dalej będzie drożej, będą gorsze, że dają Wam promocję. Większość masek to tandeta, masówka sprowadzana z Chin. Jeżeli chcecie kupić sobie taką maskę, to po co dźwigać i przepłacać? Kupcie sobie na AliExpress. Będzie tam dokładnie to samo. Wszystko, co Was będzie atakować na ulicach, straganach, w kioskach to właśnie takie podróbki.

    Chcecie prawdziwą maskę? Wejdźcie do konkretnego sklepu. Najlepiej małego, gdzie przy Was artysta będzie wykańczał swoje dzieła. My wybraliśmy malutki rodzinny sklepik. Wszystkie maski są tam wykonywane przez brata i siostrę. My poznaliśmy tegoż brata. Facet, zauważywszy, iż interesujemy się tematem opowiadał nam o historii weneckich masek. Wyjął wielką książkę i pokazywał przykłady ze swych prac. Oczywiście kupiliśmy u niego maskę, oczywiście dostaliśmy spory rabat. Zapłaciliśmy 50 euro, a podejrzewamy, że okaz wart jest trochę więcej.

    Wiemy i rozumiemy, że może nie każdego stać na taką pamiątkę. Prawdziwe Weneckie Maski do najtańszych nie należą. My też nie wybieraliśmy z górnej półki cenowej. Jednak nawet w takim prawdziwym sklepie da się wybrać coś skromnego, ale wartościowego i prawdziwego. A w małych sklepikach można liczyć też na rabaty, jeżeli umiecie dobrze zagadać 😛

Weneckie Maski i Inne Pamiątki.

To jeszcze nie koniec!!! Dalsze opowiastki o Wenecji już wkrótce!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *