Mitikas czy Skolio? Czyli Opowieść o Tym Jak Zdobyliśmy Olimp!

    Olimp. Miejsce mistyczne i pobudzające wyobraźnię. Co takiego kryją w sobie te góry, że przez wieki ludzie uważali je za siedzibę bogów? Czy to my jesteśmy tacy mali, czy rzeczywiście wysoki i majestatyczny masyw górski kryje w sobie jakąś nadludzką siłę i potęgę? Aury tajemniczości dodaje fakt, iż Dom Bogów był przez wieki niedostępny dla zwykłych śmiertelników. Wierzono, iż ilekroć znalazł się śmiałek pragnący zdobyć Olimp, spadał w przepaść. W związku z tym ludzie chcąc prosić o łaskę czy pomyślność składali dary na niższych szczytach. Pierwsze udokumentowane wejście na ten najwyższy – Mitikas miało miejsce w 1913 roku. My zdobyliśmy sąsiedni szczyt Skolio (2912 m n.p.m.). Może dawni greccy bogowie nie mają już tutaj władzy?

Masyw Olimp i Przepiękne Górskie Widoki.

Masyw Olimp i Jego Szczyty: Mitikas i Skolio.

    Zacznijmy od małego sprostowania. Olimp (gr. Όλυμπος) to nie jest pojedynczy szczyt, a cały potężny masyw górski (najwyższy w Grecji) o długości 28 km i szerokości 25 km.

    Najwyższy szczyt o nazwie Mitikas (gr. Μύτικας) wznosi się na wysokość 2918 m n.p.m. Jest on dość wymagający, a w końcowym etapie wymuszający niemalże wspinaczkę po nagich skałach w akompaniamencie szalejącego wokoło wiatru. Mitikas polecany jest tym, którym nieobce są wycieczki górskie i zdobywane coraz to wyższe i trudniejsze szczyty. Na pewno nie można zapomnieć o dobrym obuwiu trekkingowym.

    Nieco niższy od Mitikas jest sąsiadujący z nim szczyt o nazwie Skolio (2912 m n.p.m.). Tak naprawdę podejście jest dokładnie takie samo w obu przypadkach. Szlak rozdziela się dopiero przed samym szczytem. Skolio polecany jest właściwie wszystkim, a jedyną trudnością są osuwające się skały, otaczająca zewsząd przestrzeń i strome podejście, które nie pozwala odpocząć nawet na sekundę. Hmm… Kaszka z mleczkiem 😛 My zdecydowaliśmy się na Skolio, głównie dlatego, że nie mieliśmy obuwia trekkingowego tylko delikatne adidaski… Na naszą obronę: był to wyjazd z tzw. plecakiem, czyli część drogi pokonaliśmy autostopem. Nasz bagaż był mocno ograniczony. Dobra, wchodzimy na górę!

Olimp i Szczyt Skolio. A po Drodze Litochoro i Prionia…

    Generalnie cała droga na szczyt powinna zająć 2 bądź 3 dni. Wychodzi się z małego miasteczka – Litochoro (gr. Λιτόχωρο) leżącego na wysokości 315 m n.p.m. Urocze miejsce, klimat małych górskich miejscowości. I jak na małe miejsca przystało – w Litochoro nie ma nic do roboty… poza ostrą górską wędrówką. I właśnie stąd wychodzi najpopularniejszy szlak turystyczny ku szczytom Olimpu. Biegnie doliną rzeki Enipeas, a na początku trasy znajduje się wodospad, w którym rzekomo Zeus zmywał swe grzechy po ziemskich uciechach.

    Warto też pamiętać o zapasach. Litochoro powinno być chociażby zakupowym przystankiem przed tym poważnym górskim przedsięwzięciem.

Szybki Spacer po Miasteczku Litochoro i Ruszamy w Stronę Uroczyska Prionia.

    Jest jednak inna, szybsza droga. Droga, którą my sami wybraliśmy. Można z miejscowości Litochoro dojechać autem do uroczyska Prionia (około 1100 m n.p.m.). Wówczas omijamy ‘płaską’ część wyprawy, zaoszczędzamy cały dzień i możemy od razu przeprowadzić poważny atak szczytowy!

Skolio. Pomysł Świetny, a Dobre Złego Początki…

    Dojechaliśmy zatem do uroczyska Prionia. Nocowaliśmy tam w aucie. Hmm… nocleg to dużo powiedziane. Wypiliśmy wino, robiliśmy zdjęcia nocnego nieba w towarzystwie rozszalałych świetlików, a potem jakieś 3-4 godziny snu… Wstaliśmy jeszcze przed wschodem słońca i uderzyliśmy na szlak.

Prionia, Czyli Nasz Nocleg w Górach oraz Nocne Niebo. Olimp, Wszechogarniająca Cisza i Ciemność… To Robi Wrażenie 😛

    Nie po raz pierwszy (i zapewne nie ostatni) stwierdzamy, że butelka wina w nocy przed zdobywaniem szczytów może nie być najlepszym pomysłem… Ale jak tu się obronić przed ceną 1-3 euro za sztukę?! 😛 No cóż… życie trzeba przyjąć takie jakie jest i iść dalej! 😛 Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy! Szkoda tylko, że mieliśmy za mało wody (oczywiście), a słońce goniło nas niemiłosiernie. Wydzielanie sobie małych łyków również nie było dobrym pomysłem. Było gorąco, duszno, parno, w gardle sucho, w głowie szum… Dlaczego my zawsze popełniamy te same błędy…?

Olimp, Góry, Natura, Piękno – Uzdrowicielska Mieszanka.

    No dobra, może nie było aż tak źle 😛 Problemy związane z wczorajszym winem rozwiały się bardzo szybko, odzyskaliśmy witalność i chęć do życia. Wszystko wokół było oszałamiająco piękne. Chcieliśmy widzieć i odkryć więcej i więcej! Im wyżej, tym okazywało się, że jest nam łatwiej iść. Szybko dotarliśmy do schroniska Spilios Agapios (2100 m n.p.m.), gdzie zjedliśmy lekki posiłek, nabraliśmy sił… i przeprowadziliśmy nasz pierwszy wywiad! Mamy nadzieję, że już niedługo będziemy w stanie podzielić się z Wami owocami tej pracy.

Schronisko w Drodze na Olimp oraz Górskie Widoki i… Mieszkańcy Gór 😛

Droga Wiedzie Ostro Pod Górę, a w Nas Zwątpienie…

    Pełni nowych sił, wznowiliśmy wędrówkę. Ale… jeżeli wcześniej wydawało się nam, że podejście było strome… Teraz już rzeczywiście nie ma szans na zbędne gadanie czy marnowanie sił. Trzeba mocno przeć do przodu, co niekoniecznie jest dla nas łatwe… I znowu zwątpienie, znowu marudzenie, znowu myślimy, że nie damy rady… Przecież nasza ostatnia wielka góra… Hmm… Zaraz, zaraz… Nasza pierwsza i zarazem ostatnia wysoka góra to Zugspitze (jedne z naszych pierwszych postów: część 1 –klik, część 2 – klik) w… 2012 roku!!! O rany… Do tego upał, brak powietrza, słońce… Przecież my tak źle się czujemy w gorącym klimacie… Co my robimy?!

    Zwątpienie trwało długo i było absolutnie nieznośne, trudne do opanowania. Widzieliśmy kilku wprawnych amatorów górskich wycieczek. Smukli, uśmiechnięci, wyprostowani, umięśnieni. O rany… Otuchy nie dodawali nam również inni zmęczeni wędrowcy. Ci, którzy również przysiadali co jakiś czas, odpoczywali, wzdychali ciężko. Ich też nie chcieliśmy widzieć, oni również odbierali nam potrzebną energię i motywację do zdobycia szczytu. Musieliśmy się odizolować od wszystkich. Byliśmy tylko my i góra, którą należało pokonać.

Skolio. Bo chcieć znaczy móc!

    Udało się! Zdobyliśmy szczyt! Ale nie jakiś zwykły, przeciętny. Zdobyliśmy szczyt masywu Olimp! Jest to dla nas bardzo ważne osiągnięcie. Szczególnie dla mnie. Kocham góry, kocham piękne widoki, kocham naturę, ale chcę również odkrywać pewne szczególne punkty, o których mnie niegdyś tak namiętnie uczono. Dla mnie ważna w czasach szkolnych była historia antyczna. Fascynowała mnie i trochę przerażała. Miałam swoich faworytów i nie odpuszczę dopóki sama nie odkryję ich tajemnic! Olimp to jeden z tych punktów. Olimp to moje małe prywatne zwycięstwo.

    Czuję, że Piotrek podziela moje pasje. Może nie wszystko i nie w 100 procentach, ale z typowo ‘morskiego i plażowego faceta’ powoli przeistaczam go w poważnego górskiego wędrowca 😛 Nie jest łatwo namówić go na niektóre szalone przedsięwzięcia, ale widzę, że powoli budzi się błysk w jego oku, kiedy przestawiam moje kolejne i kolejne pomysły. Olimp też stał się ważnym punktem w jego życiu.

Na Szczycie Działo się Dużo! Psy Mieszkające w Schronisku Wędrowały Razem z Nami, Wpisaliśmy się w Księgę „Zdobywców” Szczytu Skolio. Przedostatnie Zdjęcie Pokazuje jak Wygląda Dalsza Droga w Stronę Mitikas a Sam Szczyt Widoczny jest na Ostatnim.

Adres: Olimp, Litochoro 402 00, Szerokość geograficzna: 40.088413, Długość geograficzna: 22.358555.

Godziny otwarcia: bez ograniczeń.

Koszt: darmowe.

A Finał Tej Historii Jest Taki…

    Jak trudno jest na górę wejść, tak również trudno jest zejść. Czasami zapominamy o tym kiedy stoimy na szczycie, ale to przecież dopiero dokładnie połowa naszej wędrówki xD Do auta dotarliśmy ok. 21.00 wieczorem, co daje nam całodniową tułaczkę. Od świtu do zmierzchu. Weźcie jednak poprawkę na to, że my robiliśmy zdjęcia, kręciliśmy filmy, dwa razy jedliśmy w schronisku (w drodze powrotnej było piwo zwycięstwa i pożywny makaron), no i nawet zdążyliśmy się ostro pokłócić. Hmm… Pewnie dlatego tak szybko z góry zbiegliśmy xD

    Niby wędrówka zajęła jeden dzień, ale niemalże pół drugiego spaliśmy jak zabici. Nie przeszkadzało nam nic, słońce, temperatura, duchota, nawet w aucie było całkiem komfortowo i wygodnie 😛

    A Wy również zdobywajcie Wasze własne szczyty! My już dawno nie ćwiczyliśmy, nie dbaliśmy o siebie, kompletnie się zapuściliśmy, ale daliśmy radę! A mieszanka chęci, samozaparcia i wiary we własne możliwości może zdziałać cuda!

Inne posty o Grecji znajdziecie tutaj – klik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *