Sathorn Unique Tower to niedoszła perła Bangkoku. Piękny azjatycki sen, który nie zdążył się ziścić. Obecnie budynek określa się jako Ghost Tower. Dlaczego? Hmm… Kilka martwych ciał, oficjalnie uznanych jako samobójstwa pewnie w jakiś sposób przyczyniły się do powstania przydomka. Podobno w budynku gromadzi się zła energia, gdyż wieżowiec stoi na terenie dawnego cmentarza. Inni twierdzą, że przyczyną upadku i wszelkich nieszczęść jest fakt, iż drapacz chmur rzuca cień na pobliską świątynię Wat Yan Nawa…

    Chyba dla wszystkich jasne jest, że musieliśmy się tam dostać! A fakt, że jest to oficjalnie zakazane tylko rozgrzewa atmosferę 😛

Bangkok Może Pochwalić się Niezwykłym Opuszczonym Wieżowcem – Sathorn Unique Tower.
Miejsce Znane jest przez Miejscowych jako Ghost Tower…

Sathorn Unique Tower i Mała Dawka Historii.

    Cofnijmy się trochę w czasie. Jest rok 1990. Gospodarka w Tajlandii przechodzi swój złoty wiek, a rynek nieruchomości rozkwita. W ciasnym już mieście pojawia się coraz więcej drapaczy chmur. Coraz piękniejsze, coraz wspanialsze. Ale najlepsze dopiero miało nadejść. Prawdziwą wisienką na torcie miał być Sathorn Unique Tower. Budynek niemalże wyprzedzający swoją epokę.

    Sathorn Unique Tower miał być niezwykle luksusowym 49-piętrowym apartamentowcem (ok. 600 lokali mieszkalnych oraz ok. 50 o charakterze usługowym). Wszystko miało być tak pięknie…

    Nadszedł rok 1997. Azjatycki kryzys finansowy położył kres marzeniom dewelopera odpowiedzialnego za Sathorn Tower. Porażka była tym bardziej spektakularna, gdyż budowę przerwano w momencie, gdy wieżowiec ukończono już w 80%. Rozpoczęto nawet montaż wyposażenia wnętrz. W części apartamentów (na niższych poziomach) pojawiły się podłogi i część umeblowania, w łazienkach podłączono armaturę.

Sathorn Unique Tower. Początek Przygody.

    Potężny wieżowiec widać z daleka. Nie ma szans na zgubienie drogi. Skręcamy w boczną ulicę i zbliżamy się do giganta coraz bardziej. Widać już wątpliwej jakości ogrodzenie i wielkie zniechęcające napisy informujące o własności prywatnej i zakazie wstępu. Tak na marginesie – wejście tam jest na serio nielegalne i trzeba liczyć się z możliwością złapania przed policję.

Sathorn Tower: Początek. Widok z Ulicy oraz Korytarz na Jednym z Pięter.

    Uważnie oglądamy bramę i wszelkie przeszkody, szukamy wejścia, dziury, czegokolwiek. Jedyne, co widzimy, to gościa zamiatającego podłogę… w opuszczonym budynku. Być może facet cierpiał na brak zajęcia albo chciał wyglądać profesjonalnie… Że niby jest poważnym pracownikiem poważnej firmy. Niezależnie od jego intencji, zwróciliśmy na niego uwagę i uznaliśmy za ciecia tegoż przedsięwzięcia.

 – Może nas Pan wpuścić? Chcemy wejść na górę.

– Nie.

– Zapłacimy.

    Pewne słowa mają magiczną moc. Chyba właśnie odkryliśmy jedno z nich. Facet od razu zmienia nastawienie i nagle okazuje się, że wejście na Sathorn Tower jest możliwe. Przechodzimy do interesów. Z 500 baht za osobę stargowaliśmy do 300. I tak kwota wydawała się absurdalna w porównaniu do cen w Bangkoku. Chcieliśmy jednak wejść jak najszybciej i zakończyć tę podejrzaną rozmowę, póki jeszcze nikt nie zwrócił na nas uwagi.

    Stróż wpuszcza nas do środka. Wprowadza przy tym lekko nerwową atmosferę, karze szybko i sprawnie się poruszać, chować przed policją (podobno obserwują Ghost Tower z dwóch pobliskich – również wysokich budynków). Czujemy się trochę jakbyśmy grali w jakąś powaloną grę komputerową i jakimś cudem przenieśliśmy jeden z questów do prawdziwego świata. Czadowo!

    Prowadzi nas do klatki schodowej. Kurdę, rzeczywiście nie da się tutaj samemu wejść. Zamknięta na cztery spusty. Gościu otwiera kłódkę i informuje nas, że mamy wrócić za godzinę i zapukać, a on przyjdzie i otworzy. Przypomina jeszcze raz o policji i zamyka nas w wieżowcu-widmo. Pozostała nam tylko droga w górę. Tylko 49 pięter… Czy zaznaczyłam już, że jesteśmy w Tajlandii i jest cholernie duszno i gorąco? Aaa i oczywiście nie kupiliśmy wody xD Standard.

Sathorn Tower i Opowieść o Tym, Jak Zwiedzaliśmy Bangkok Alternatywnie i… Poza Prawem.

    Początkowe piętra nie budzą grozy. Jesteśmy jeszcze na normalnej wysokości, słychać wszystko z ulicy, widać ludzi i ogólne życie. Jest normalnie. W miarę zdobywania kolejnych poziomów sytuacja się zmienia. Robi się coraz bardziej gorąco i jeszcze bardziej duszno, o ile to w ogóle możliwe… Pot leje się z czoła, nie ma czym oddychać, jedyny lekko zauważalny wiaterek w całym budynku zdaje się wiać od strony, gdzie rzekomo patrzą na nas policjanci.

    Ale temperatura i wszechogarniająca duchota to nie jedyna sprawa, która zaprząta nasze głowy. Im wyżej, tym pomieszczenia robią się bardziej surowe. Uderza w nas obraz wyrwany żywcem z post-apokaliptycznej produkcji. Smaku dodają jeszcze ostrzeżenia wypisane na ścianach. Ostrzeżenia, złowrogie wróżby, niemalże życzenia śmierci. Wszędzie porozrzucane są rozmaite przedmioty, narzędzia tortur, których nie powstydziłby się żaden szanujący się twórca filmów gore. Tak, czujemy dreszczyk emocji.

    Moje wrażenia potęgował dodatkowo fakt, iż cierpię na lęk wysokości. Nie są to jakieś tam straszki i niby lęki. Ja dostaje dreszczy i trzęsę się jak osika, czasami mówię do siebie na głos, żeby zdobyć jakąś górę czy pokonać wyjątkowo wąskie przejście. Tutaj widok dziurawych schodów bez poręczy, z małymi, wyszczer­bio­nymi stopniami, napełnił mnie lękiem. Co jakiś czas kupa gruzu, jakaś wanna czy wystające ze ścian druty. Do tego ta ciemność w drugiej klatce schodowej (bo żeby wejść na szczyt nie wystarczy po prostu zdobywać kolejne pięta. W pewnym momencie pierwsza klatka schodowa się kończy. Wówczas przejdźcie przez cały korytarz i skorzystajcie z tej na końcu).. Oczywiście oświecałam latarką każdy kąt, bo musiałam widzieć absolutnie wszystko. A co jeżeli coś tam było? Tak, wiem paranoja xD

Sathorn Tower w Bangkoku to Potężna Dawka Adrenaliny. Wejście jest Nielegalne i Dość Niebezpieczne.

Ghost Tower – Nareszcie Na Szczycie!

    No to weszliśmy. Widok daje radę. Poważnie. Od razu aparaty w ruch… ale zaraz zaraz. Co to jest? Piotrek znalazł 100 dolarów!!! No to zrobiliśmy niezły biznes i jeszcze na tym zarobiliśmy. Mamy szczęście, trzeba przyznać 😛

    Sathorn Unique Tower to wielka deweloperska porażka lat 90-tych a obecnie jeden z najbardziej wyróżniających się opuszczonych budynków w Bangkoku. Zdobywanie go jest przygodą i przeżyciem, którego się nie zapomina. Jednak… Nie możemy polecić tej atrakcji z czystym sercem. Pamiętajcie, że wejście do budynku jest nielegalne i niebezpieczne. Każdy zwiedzający wchodzi na własną odpowiedzialność, a poruszanie się po obiekcie wymaga odpowiedniej dozy ostrożności. Nie chcemy przecież, aby wakacyjny wypad skończył się tragicznie.

Adres: 266/14-15, Soi Siam Square 3, Rama 1 Road, Pathumwan, Khet Pathumwan, Bangkok, 10330, 10330, Tajlandia (Wikipedia)

Godziny otwarcia: zamknięte (teren prywatny; zakaz wstępu).

Koszt: strażnicy chcą 1000 baht za wejście, nam udało się stargować do 600 baht (2 osoby).

 

Podobna tematyka:

Poveglia (Włochy), Patarei (Estonia)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *