Kambodża – Skrajne Ubóstwo, Phnom Penh i Czerwoni Khmerzy.

    Kambodża fascynowała nas od dawna, a pobyt w tym kraju obudził wiele skrajnych emocji i uczuć. Ekscytacja i przerażenie, ciekawość i strach, spokój ducha i oburzenie, pociąg i obrzydzenie. Można tak w nieskończoność. Co próbuję powiedzieć? A to, że mimo wielu przeciwności losu, jakie spotkaliśmy tam na naszej drodze, Kambodża okazała się jednym z najwspanialszych kierunków dla nas! No może poza stolicą. Phnom Penh nie należy do najwspanialszych miejsc na ziemi 😛 Dodatkowo warto zaznaczyć, że nie jest to kraj dla każdego…

Kambodża i jej Mieszkańcy.

 

Kambodża. Lotnisko w Phnom Penh i Okolice.

Ostatnie Chwile w Bangkoku.

    Ostatnią noc w Tajlandii spędziliśmy na lotnisku Bangkok – Don Muang. Tam też zaczęłam szukać jakiegoś rozsądnego połączenia z Phnom Penh do Sihanoukville. Chcieliśmy ograniczyć pobyt w stolicy do absolutnego minimum i ruszyć od razu nad morze. Po żmudnych godzinach poszukiwań i kilku wiadomościach wymienionych z firmą Giant Ibis udało mi się zorganizować transport prosto z lotniska! Nie było łatwo… Najpierw twierdzili, że nie ma takiej możliwości, potem nagle okazało się, że jest – trzeba jednak podjechać tuk-tukiem, problemy, problemy i jeszcze raz problemy.

    W każdym razie odbiór z lotniska (aaa jeżeli tak nazwiecie swój transport to w firmie powiedzą, że nie mają takiej usługi xD) powinno się zamówić z wyprzedzeniem. Ja wymieniałam z nimi wiadomości na dosłownie 3 godziny przed przylotem do Kambodży, zapłaciłam online i wszystko podobno było ugadane.

 

Kambodża i Pierwsze Wrażenie.

    Lądujemy. Co rzuca się nam w oczy na początku? Samolot pełen miejscowych, turystów – może około 10 osób. Idziemy po wizę. A tam siedzi caaaały rząd panów w garniakach. Każdy z nich ogląda nasze paszporty, podaje koledze, nic nie notują, nic chyba nie sprawdzają. Po prostu wszyscy oglądają z kilku stron nasze paszporty xD Inni zwracają nam uwagę, gdzie możemy stać, a gdzie nie podczas kontroli. Wszystko musi być książkowo, jak Pan Bóg przykazał!

    Co tu dużo gadać… Kambodża nie zrobiła dobrego pierwszego wrażenia. Jak w porządnym kraju komunistycznym…

 

Atak Kierowcy Tuk-Tuka.

    Ale wróćmy do naszego transportu. Wychodzimy z lotniska i od razu zostajemy zaczepieni przez kierowcę tuk-tuka. Miło zagaduje, pyta skąd jesteśmy i takie tam. Po wymianie uprzejmości przechodzi do sedna sprawy:

– Gdzie potrzebujecie się dostać?

Park Cafe (doskonale wiemy, że knajpka zlokalizowana jest po drugiej stronie ulicy. Wystarczy wyjść z lotniska i pokonać szaloną kilkupasmową drogę szybkiego ruchu. Łącznie spacer oceniam na jakieś 500 metrów).

– To ja Was zawiozę. 9 dolarów. Chodźcie.

– Panie to jest po drugiej stronie ulicy!

– Nie. Tak było kiedyś. Teraz to jest daleko. W cenie zrobię Wam jeszcze wycieczkę po mieście.

    Taaa… chyba po to, żebyśmy nie zobaczyli, że chciał nas oszukać. Oczywiście, że budynek jest w tym samym miejscu, co kiedyś. Nikt go magicznie nie przesunął. Ignorując krzyczącego za nami gościa, ruszyliśmy przed siebie. I bach! Rzeczywiście dotarliśmy do celu po kilku minutach xD

 

W Kambodży na Swój Transport Często Trzeba Długo Poczekać.

    Teraz zostało nam tylko czekać na autobus. No i sobie poczekaliśmy, bo kierowca się spóźniał. W sumie podejrzewaliśmy, że może się tak wydarzyć. Przecież drogi w Kambodży lekko mówiąc do najlepszych nie należą, a i ruch uliczny można opisać jako lekko chaotyczny i hmm… powolny. Także dzwoniliśmy kilka razy do centrali i później do kierowcy bezpośrednio, aż w końcu pojawił się on! Miał to być wspaniały turystyczny bus, najlepsza firma w kraju. Hmmm… rzeczywiście jakość trochę lepsza niż nasz tradycyjny polski PKS… Wsiadamy i ruszamy w stronę wybrzeża!

Phnom Penh, Stolica Kambodży to dość Zatłoczone Miasto. Ale Przynajmniej Jakość Dróg jest Zadowalająca…

 

Historycznych Słów Kilka: Okupacje i Czerwoni Khmerzy.

    O Kambodży można powiedzieć dużo, ale wypada zacząć od małego rysu historycznego. Wiem, że mało miejsca poświęcamy historii u nas na blogu. Jednak nie można wartościowo zwiedzać Kambodży bez pewnego stopnia świadomości historycznej.

    Kraj ten wycierpiał wiele. Trafiło im się dość niefortunne położenie geograficzne (jaki inny naród może rozumieć to lepiej, niż my, Polacy?), spotkała ich przyjemność bycia państwem zależnym od Francji czy okupacja japońska i tajlandzka. Później nastąpiła era socjalizmu.

    Jednak prawdziwe piekło rozpętało się kiedy do władzy doszło ekstremistyczne ugrupowanie łączące ideologię komunistyczną z khmerskim nacjonalizmem – Czerwoni Khmerzy. Nastały czasy terroru, ludobójstwa, obozów pracy przymusowej. Historia Kambodży jest pełna tragicznych wydarzeń. Po Wielkim Imperium Khmerów pozostał teraz kraj zacofany cywilizacyjnie, pełen bólu i biedy.

 

Khmerzy, Mieszkańcy Kambodży.

    Dlaczego o tym wszystkim mówię? Ponieważ aby zrozumieć ten kraj trzeba się wgłębić w jego historię, w jego ból. Ludzie, których spotkaliśmy na naszej drodze byli mili, uprzejmi i uśmiechnięci. Jednak bardzo ostrożni i bojaźliwi. Szczególnie Ci mieszkający na wsi. Mieszkańcy Kambodży nie chcą rozpamiętywać przeszłości, chcą przeć do przodu i pobudzić kraj do działania.

    Podstawowa wiedza historyczna pozwoliła nam zobaczyć Kambodżę w innym świetle. Nie tylko skrajne ubóstwo i brud na ulicy. Zobaczyliśmy cierpienie i prawdziwą walkę o przetrwanie. Widzieliśmy ludzi, którzy żyją w warunkach niegodnych człowieka, a mimo to pozytywnie patrzą w przyszłość. Ich otwartość nas totalnie zadziwiła.

Współcześni Khmerzy to Pozytywnie Nastawione Społeczeństwo.

 

    Nie czuliśmy presji z ich strony. Nie traktowali nas jak cuchnące dolarami portfele. Chcieli z nami rozmawiać, poznać nas, nawiązać relację. I nie chcieli nic w zamian. To było piękne. Jednak… napotkaliśmy też pewnego rodzaju problemy. Otóż nie było nam łatwo negocjować. Jak zawsze zgrywamy twardzieli i wykłócamy się o ceny tak mocno, że niemalże wyrzucają nas z targów, tak tutaj było inaczej. Widzieliśmy słabość przeciwnika, błagające oczy, mimo, że zgadzali się na nasze ceny z uśmiechem na ustach. Często mimo wytargowanej interesującej nas kwoty i tak dawaliśmy więcej. Nie wiem… Może to nasza naiwność, może chwilami serce na właściwym miejscu, ale nam różnicy 5 dolarów nie robi. Im raczej tak.

    No i tak z wstępnego krótkiego posta robi się kolejne miszmasz na 1000 słów niemalże xD Ale co zrobić kiedy o Kambodży jest tyle do opowiedzenia? A to przecież dopiero początek…

Podobne Posty: Bali – wprowadzenie (Indonezja), Bangkok początek (Tajlandia), São Paulo (Brazylia), Fez (Maroko)

Karta kraju i inne posty – Kambodża

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *