Kampot - Kolonialne Miasteczko i Szaleństwa w Arcadia Backpackers [Kambodża].

    Kampot – kolejna ostoja ciszy i spokoju w Kambodży. Nie zrozumcie mnie źle: samo miasto tętni życiem. Handel, tanie pokoje, restauracje z marnym serwisem, imprezy na łódkach, wspaniałe zachody słońca i oczywiście wszechobecne skutery. To niewielkie kolonialne miasteczko może poszczycić się atmosferą, której nie powstydziłby się nawet Nowy Orlean. Dlaczego? Przede wszystkim architektura. Pozostałe dość już marne atrakcje to: Staw Lotosów, Rondo Duriana oraz Rondo Wydobywców Soli. Jak nocleg to tylko w imprezowym Arcadia Backpackers. Zaraz, zaraz… to gdzie ta cisza i spokój? A zaraz za murami miasta jest dżungla, pola ryżowe, wioski, plantacje, solanki. Dla każdego coś miłego 😛 No to lecimy do Kampotu!

Kolonialne Miasteczko Kampot i Świetny Hostel Arcadia Backpackers.

 

Kampot i Okolice, Plan Działania.

    Naszą wyprawę po Kambodży rozpoczęliśmy na wybrzeżu, potem przerzuciliśmy się na dwie magiczne wysepki: Koh Rong i Koh Rong Sanloem. Następnym krokiem był właśnie Kampot, gdzie mieliśmy zaplanowane dwie noce w hostelu Arcadia Backpackers (strona www). Na miejscu jednak plan z lekka zmieniliśmy i z dwóch nocy zrobiły się trzy 😛 Ale do tego jeszcze wrócimy. W skrócie ostateczny plan działania wyglądał następująco:

2.11.2018 – Miasto Kampot;

3.11.2018 – Park Narodowy Bokor, skutery;

4.11.2018 – Plantacja pieprzu + okolice, tuk-tuk.

 

Kampot, Kolonialne Miasteczko.

    To, co najbardziej podobało nam się w Kampocie, to jego atmosfera. Dojechaliśmy tu pod wieczór busem z Sihanoukville (droga jest bardzo złej jakości i dłuży się niemiłosiernie). Na miejscu zastaliśmy kolonialne miasteczko skąpane w zachodzącym słońcu. Normalnie +10 do atrakcyjności!

    Miasto leży nad rzeką Praek Tuek Chhu. To właśnie tam podziwialiśmy wspaniały zachód słońca, tam zaczepiali nas naganiacze (popularną atrakcją jest rejs po rzece po zmroku) i tam też Piotrek dobił targu z panem Bun.

    Pan Bun jest właścicielem tuk-tuka i pracuje jako przewodnik w Kampocie i okolicach. Co prawda jego znajomość angielskiego jest mocno ograniczona, ale nadrabia uśmiechem i pozytywnym nastawieniem. To z nim później zwiedzaliśmy plantacje pieprzu, zawiózł nas też do Arcadia Backpackers. Aaa i jeszcze całkowicie za darmo obwiózł po Kampocie. To właśnie dzięki niemu zobaczyliśmy tą część miasta, której podczas spaceru już nie udało się odkryć ze względu na późną porę.

    Wracając jednak do rzeki Praek Tuek Chhu. Spacer wzdłuż niej dostarczy też wrażeń wielbicielom architektury. Otóż znajdziecie tutaj piękne i dobrze zachowane kolonialne kamienice w charakterystycznym żółtym kolorze. Wszystkie budynki powstały za czasów kolonizacji francuskiej, a więc przed rokiem 1954. Nie nastawiajcie się jednak na długie spacery wśród pięknej zabudowy, takowych kamienic nie naliczycie niestety zbyt dużo.

Kolonialne Miasteczko Po Francusku 🙂

 

Kampot, Staw Lotosów.

    Staw Lotosów. Brzmi pięknie. I pewnie takie właśnie jest tylko… nie podczas naszego pobytu xD Bajorko pozbawione pięknych kwitnących kwiatów wyglądało niemalże smutno. Ciekawostka: lotos kwitnie w różnym czasie, w zależności od regionu. Najwidoczniej listopad to nie był właściwy czas dla lotosów w Kambodży xD

Jeżeli Chcecie Zobaczyć Staw Lotosów w Całej Swojej Chwale, Sprawdźcie Wcześniej Kiedy Lotos Kwitnie w Danym Rejonie.

 

Wątpliwe Atrakcje Kampotu: Rondo Duriana oraz Rondo Wydobywców Soli.

    Hmm… Aż trudno jest mi komentować te dwa miejsca. Uznajmy, że kolonialna architektura jest jedyną i właściwą atrakcją Kampotu, i miejmy to już za sobą xD Rondo Duriana oraz Rondo Wydobywców Soli nie powaliły nas na kolana, krótko mówiąc. Chociaż trzeba przyznać, że ktoś miał fantazję umieszczając posąg Wielkiego Duriana w mieście xD

Rondo Duriana i Rondo Wydobywców Soli… No cóż…
Nie Wszystkie Atrakcje Rejonu Kampot są Strzałem w Dziesiątkę xD

 

Kampot i Nasz Nocleg w Arcadia Backpackers.

    Po zakupach, wątpliwej przyjemności w słabej restauracji, zwiedzeniu wszystkich mniej i bardziej interesujących atrakcji w mieście, czas na spotkanie z panem Bunem. Jeszcze tylko małe wytłumaczenie dlaczego tak uwzięłam się na poziom serwisu w Kambodży. Otóż niemalże zawsze jest problem już z zamówieniem jedzenia, a kelnerki często kopiują nazwę z menu literka po literce. Zupełnie jakby… dopiero uczyły się pisać.

    W każdym razie Bun odbiera nas z umówionego miejsca i robi darmowy kurs po mieście. Widzi, iż nie jestem do końca zadowolona z ilości cykniętych fotek, no i jeszcze przecież nie widziałam połowy miasteczka! 😛 Także droga do hostelu z lekka się przedłużyła, ale kiedy już dotarliśmy na miejsce…. nie chcieliśmy go opuszczać!

    Arcadia Backpackers okazała się dokładnie taka, jak opisywana była w necie. Okazała się też czymś o wiele lepszym. Trudno nazwać ją oazą spokoju, jako że imprezy trwają niemalże do rana… Ale na pewno była bezpieczną przystanią, miejscem, z którym czujecie się związani mimo, że dopiero przyjechaliście.

    Nie dość, że atmosfera jest iście przyjacielska, to jeszcze pracownicy sprawnie ją podkręcają (co jakiś czas rozbrzmiewa dzwonek zbierający wszystkich na darmowe shoty), śpiewy, tańce, bilard, kajaki, PARK WODNY. Możliwości multum. Organizacja wycieczek (oczywiście dalej połączone z piciem), trafne porady. Idealne miejsce dla każdego, chociaż miażdżąca przewaga gości o mocno określonej subkulturze i z pogranicza alternatywy była faktem. Czuliśmy się jak w domu 😛 Uczucie potęgował też fakt, że każdy pracownik, mający bezpośredni kontakt z klientem, uczy się Waszych imion. Mała rzecz, a cieszy.

    W Arcadii mieliśmy zabookowane dwie noce. Planu nie udało się wykonać: zostaliśmy trzy xD Tę ostatnią dostaliśmy za darmo (pewnie i tak zaoszczędzone pieniądze zostawiliśmy na barze :P).

Arcadia Backpackers – Hostel Mocno Polecany!

Adres: Tuek Chhu Road, Krong Kampot, Cambodia.

Koszt: rezerwacje i ceny – klik.

 

Kampot: Region, do Którego Chce się Wracać!

    Kampot to rejon, w którym można spokojnie spędzić tydzień i każdego dnia odkrywać coś nowego i fascynującego. My takiego luksusu nie mieliśmy, 3 dni musiały wystarczyć. Pozostaje mocny niedosyt i chęć powrotu. I w sumie dlaczego nie? Może kiedyś zgłębimy pozostałe tajemnice rejonu i ponownie zapomnimy o rzeczywistości w Arcadia Backpackers 😛

    Do tematu Kampotu jeszcze wrócimy. Zostało jeszcze sporo do opowiedzenia! Następnym razem zabierzemy Was w podróż na skuterach po szalonych drogach w Kambodży, a później na plantację pieprzu. A właśnie: czy ktoś z Was wie jak rośnie pieprz…?

 

Co może się Wam jeszcze podobać: Ilha Grande (Brazylia), Cassis (Francja).

Kambodża – karta kraju, posty i filmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *