Wat Phra That Doi Suthep to legenda o białym słoniu i relikwiach Buddy, to również standardowa atrakcja rejonu Chiang Mai. To też piękne widoki z Doi Suthep oraz intrygujące 309-stopniowe schody, zdobione wyobrażeniem mitycznego węża Naga. To też bogactwo kolorów i zapachów, to fascynująca, pełna prawdziwej religijności atmosfera, której, moim skromnym zdaniem, próżno szukać w świątyniach w Bangkoku

 

Wat Phra That Doi Suthep i widok, jaki oferuje.

 

Chiang Mai: Początek

Jak w ogóle zaczęła się nasza przygoda w Chiang Mai? Zaraz po wyjściu z lotniska zauważyliśmy, że jest troszkę inaczej niż w Bangkoku czy chociażby w Kambodży. Nikt nas nie prześladował i nie oferował transportu za dolara. Zaczęliśmy zatem szukać chętnych na taxi, żeby obniżyć koszty (jakby w ogóle było drogo… ale jak można to można xD). Wyszło w sumie jeszcze lepiej niż planowaliśmy, bo jakiś Anglik zaciągnął nas do pojazdu typu Songthaew, co oznacza, że mieliśmy transport pod same drzwi za totalne grosze.

 

Hostel u Tigera

A gdzie dojechaliśmy? Do malutkiego hostelu u Tigera. Rzeczony Tiger to oczywiście właściciel tegoż przybytku. Miejscówka całkiem spoko, szczególnie jak na nocleg za kilka dolców. W pokoju chyba 10 łóżek, każde z kotarką zapewniającą jako taką prywatność, na czystość nie można było narzekać, no i ta gościnność! Tiger potrafił sam iść na targ, a potem ugotować coś cudownego i się tym po prostu dzielić. I siedzieliśmy tak sobie niemalże na ulicy, on gotował i razem podjadaliśmy pałeczkami zupkę z kopcącego się garnuszka. Iście rodzinna atmosferka, gorąco polecam wszystkim lubującym się w backpackerskich klimatach.

Ponadto Tiger sprzedaje wycieczki (wiadomo). I tutaj dostał ogromnego minusa, bo oczywiście mocno reklamuje fotki z tygrysami… No, cóż. Trochę lipa. Nie powiemy przecież gościowi jak ma żyć. Jesteśmy nawiedzeni, fakt (a szczególnie ja, bo Piotr całkiem twardo stąpa po ziemi), ale czasami się powstrzymuję. Wróćmy jednak do tych wycieczek. Gościu chciał nam sprzedać jak najwięcej, wiadomka. Oferował ceny dokładnie takie same, jak te, które figurują na stronach internetowych. ALE jeżeli kupimy 2 wycieczki u niego (które i tak byśmy po prostu kupili na miejscu), to on nam dorzuci skuter za darmo na cały pobyt. Myk! I tak właśnie ugraliśmy środek transportu za darmoszke.

 

Kolacja z Tigerem.

 

Skuter i 18km Drogi Przed Nami

Wsiadamy na naszą maszynę, czeka nas 18km trasy, gorąc i smród innych skuterów. Nie mogliśmy spodziewać się niczego innego. Pozostaje mieć nadzieję, że Wat Phra That Doi Suthep będzie tego warta.

Początkowa część drogi dłużyła się niemiłosiernie, ale kiedy zaczęliśmy podjeżdżać pod górę naszym oczom ukazał się świat, który tak kochamy. Naturka, wylewająca się z obu stron dżungla i troszkę mniej kochane przez nas gorąco i wilgoć 😛 Ważne jednak, że teraz otoczeni jesteśmy zielenią, nie zgiełkiem miasta.

 

Schody i mityczny wąż Naga

Zakrętów na drodze jest dość sporo, w końcu wjeżdżamy na ostro ponad 1000-metrową górę. Po drodze widzimy kilka interesujących punktów, ale to zostawiamy na później. Prujemy przed siebie ku najważniejszej atrakcji regionu.

Do Wat Phra That Doi Suthep prowadzą cudowne, niezwykle instagramowe schody (309 stopni) zdobione wyobrażeniem węża Naga. Tylko kiedy zrobić takie typowo instagramowe zdjęcie, skoro miejsce jest tak przeludnione, że co bardziej nerwowa osoba nie miałaby czym oddychać? Trudno, zadowolimy się fotką na miarę naszych obecnych możliwości. Wchodzimy.

 

Wąż Naga prezentuje się całkiem wyśmienicie, nieco gorzej z tym małym tłumem na schodach 😛 

 

Zaczynamy zwiedzanie: Wat Phra That Doi Suthep

Ogólnie, to spodziewałam się, że będzie gorzej, ale schody tylko wyglądają strasznie. Chwila moment i jesteśmy na górze. Wszędzie unosi się specyficzny ‘świątynny’ zapach, panuje podniosła atmosfera. Jest też lekki ścisk, ale da się przeżyć. Niby nie trzeba się przepychać, ale i tak na większość zdjęć wciśnie się jakiś nieproszony gość. Ale w sumie aż tak bardzo nam to nie przeszkadza, wiele można wybaczyć, bo miejsce zafascynowało nas ogromnie.

Wierni zapalający świece, modlący się żarliwie i krążący wokół chedi, pełni zadumy. I samo chedi wręcz oślepiające w pełnym słońcu, oraz akompaniujące mu równie bogate budynki świątynne. Do tego świece, kwiaty, ażurowe parasolki oraz dzwoneczki wydające na wietrze tajemnicze, wręcz magiczne dźwięki. I to wszystko w towarzystwie nie byle jakiej opowieści…

 

Ilekroć widzę takie bogactwo w świątyniach, zastanawiam się czy te pieniądze nie mogły zostać lepiej spożytkowane… Ale kto nie chciałby zobaczyć takich cudów chociaż raz w życiu?

 

Wat Phra That Doi Suthep i Legenda o Białym Słoniu

Legenda głosi, iż mnich Sumanathera miał sen. Według niego udać się miał na poszukiwanie relikwii. Tak też uczynił i znalazł kość, która wykazywała magiczne właściwości. Kiedy zabrał swoje znalezisko do północnej Tajlandii, kość pękła na dwie części. Jedną z nich umocowano na szyi białego słonia, którego następnie wypuszczono do dżungli. Zwierzę zawędrowało na górę Doi Suthep, tam zatrzymało się, zatrąbiło trzy razy i padło trupem, co zostało uznane jako znak.

W tymże miejscu wybudowano świątynię, a wspomniane relikwie podobno przechowuje się w chedi po dziś dzień. Mówi się, iż świątynia powstała w 1383 roku.

 

Zasady, obowiązujące na terenie świątyni:

Skromny ubiór, zakryte kolana i ramiona (podobnie jak w przypadku innych świątyń Tajlandii – szorty są zabronione)

Należy okazywać szacunek do tutejszych praktyk i obiektów religijnych

Zdjąć obuwie przed wejściem do świątyni (jest specjalnie przygotowane do tego miejsce)

Wypada starać się nie przewyższać swoją głową wyobrażeń Buddy

Nie wolno dotykać rzeźb i przedstawień Buddy

Taaak zasady, nakazy i zakazy. Można pomyśleć, że w świątyni panuje sztywna atmosfera, wszyscy się zamartwiają i właściwie, to nic nie można robić. Nic bardziej błędnego. Robiliśmy sobie selfie z uśmiechniętymi mnichami i nawet pozwolono nam odpalić drona na terenie świątyni (pytaliśmy w biurze). Co prawda wywołaliśmy małe zamieszanko, ale nikt nie miał nic przeciwko, a wręcz spotkaliśmy się z bardzo pozytywnym odbiorem i nieskrywaną ciekawością. Oczywiście startowaliśmy z najbardziej oddalonego miejsca, jak tylko mogliśmy, by nie przeszkadzać w modlitwie.

 

Adres: 9 หมู่ที่ 9 Mueang Chiang Mai District, Chiang Mai 50200, Tajlandia (strona www)

Godziny otwarcia: Nooo dobra skopałam sprawę, bo nie zrobiłam foty, a w necie podawane są różne info (5.00-21.00 oraz 6.00-17.00). Jeżeli ktoś był ostatnio i ma fotkę potwierdzającą dokładne godziny otwarcia, bardzo proszę o komentarz.

Koszt: 50 baht

 

Wat Phra That Doi Suthep. Podsumowanie.

Hmm… Wydaje mi się, że tego tematu zbytnio nie muszę podsumowywać. Tym razem nie napisałam nic złego, a wręcz same superlatywy xD Nie ma zatem zbytniego tematu do dyskusji. Wiadomo jednak, że Wat Phra That Doi Suthep jest wypchana turystami. Tego nie da się raczej pominąć. Jest to cena za zwiedzanie typowych atrakcji turystycznych, ale w tym wypadu, chętnie taką właśnie cenę zapłacę.

 

Podobne posty: Angkor (Kambodża), Bali (Indonezja).

Tajlandia – karta kraju, podstawowe informacje, inne relacje i filmy.

 

Leave a Reply

Facebook